Wyniki wyszukiwania dla frazy: Wynajem domu w niemczech

Odniosłem się do sytuacji w Warszawie. Tutaj wzrost cen mieszkań to jest
raczej ponad 20% rocznie. Ale nie wiem dokładnie bo pieniądze zamiast na
mieszkanie przeznaczyłem na budowę domu. Na pewno nie jest to tak dobra
lokata kapitału jak mieszkanie, ale nie mam na tym zarabiać tylko w tym
mieszkać :)


To jednak zupełnie inne realia, Stolica z mnóstwem firm, które
mają tam swoje centrale itd. nie musze rozwijać.
Szczecin, które jak dla mnie się cofa a nie rozwija, zero inwestycji
nowych miejsc pracy, zamarł handel przygraniczny, dobra starczy.
Mnóstwo mieszkań na wynajem, o wiele więcej niż chętnych.
Do tego całkiem sporo mieszkań tuż za naszą granicą, które stoją
puste, a niemcy kombinują jak je wcisnąć polakom.
Jeśli wprowadzą ten projekt w życie, hmmm będziemy mieli
ciekawą sytuację.

Poza tym trzeba rozważyć jakie mieszkanie chcemy sprzedać,
czy nowe po roku 2000 dla przykładu czy mieszkanie z roku
1980 czy może jeszcze starsze. Te drugie raczej będą relatywnie
tanieć, stare blokowiska staną się "sypialnianiami" dla biedniejszej
części naszego społeczeństwa, zamożniejsi uciekają do nowych




Jaki sens ma taka transakcja, zeby sprzedawac cos co jest wlasnoscia
Deutsche Post zeby potem to podnajmowac ?

Przeciez zysk wlasnie jest na wynajmie komus, czyli niech to Deutsche
Post komus wynajmuje, w czesci, ale zachowa wlasnosc.

No chyba ze ja tego wcale nie rozumiem.

Miliard euro to moze duzo, 750 tys euro za jeden budynek, ale przeciez
to nie sa domy jednorodzinne, a duze biurowce, w centrach miast, z
duzymi placami, parkingami, infrastruktura, pewnie warte 10 x tyle
i doskonale zarabiajace na siebie.

Jaki jest sens tej trasakcji poza proba przejecia Deutsche Post przez
DHL ?


całkiem normalna transakcja w świecie biznesu, w którym potrzeby
przeplatają się z naglącymi potrzebami.
na miejscu jest raczej dziwić "amerykańskiej spółce" przy rosnącym
dolarze taka inwestycja... (ok ok, przesadziłem z tym "rosnącym")

co do zasady przy regulacjach prawnych i praktyce w niemczech taka
transakcja może mieć spore i bardzo korzystne konsekwencje podatkowe
dla DP

ostatecznie, dobry krok - DP to spółka zajmująca się pocztą, a nie
nieruchomościami, taki jest trend.
i tylko Ci co kupują nieruchomości powiedzą, że głupi ten trend....

m.




Moje przemyslenia:
- osoby spekulujace czesto biora na kredyt kilka mieszkan - pojawily sie
banki ktore nie licza nawet zdolnosci, przyjmujac jako dochod przyszlosciowy
przychod z najmu. Na pewno wiec wzrosnie podaz wynajmu, co juz sie
obserwuje, wiec zalozenia moga sie niesprawdzic, i osoby beda mialy problemy
ze splata swoich kredytow, czyli zaczna sprzedawac mieszkania, czesto na
gwalt.
Potencjalnie jest to tez grozne dla bankow.
- z tego co wiem, to ceny w Rumuni czy Bulgarii nie sa wcale duzo nizsze niz
u nas. W stolicy Rumuni nie znajdze sie nic ponizej 1000-1500E za m2. Nie
mowimy oczywiscie o odjazdowych lokalizacjach w supercentrum, tylko o
przecietnych wzglednie dobrych. Nad morzem czarnym tez ceny domow sa juz
wysokie. Dla porownania, w Grecji czy Hiszpani do nad morzem mozna kupic za
100-150tys Euro.
- porownywanie centrum Warszawy do centrum Paryza czy Londynu jest glupie -
pomijam roznice w dochodach, chodzi bardziej o aspekty kulturalne, wizualne,
itp. Jak dla mnie Warszawa sie ma tak do Londynu jak jakies male polskie
miasteczko do Warszawy.
- w sasiednich Niemczech dom pod miastem (sporym miastem) mozna kupic za
jakies 150-200tys Euro,

to moje 2 grosze.


wiem tylko tyle, ze mnostwo Holendrow osiedla sie tuz za granica niemiecka i ma swoje holenderskie enklawy, wlasnie ze wzgledu na nieruchomosci i ich ceny. moze siedziba firmy w innym miejscu niz dom w ktorym zamieszkasz jest jakas opcja ?
malgosia


Tez taka opcje bralem pod uwage ale...jesli wynajme nieruchomosc w Niemczech to aby zalozyc firme w Holandii i tak musze miec tam meldunek a zeby to wszystko dalej poszlo tak wiec juz sam nie wiem...to chodzi o meldunek dla mnie, zony i 3 dzieci


Czy to ta z licówką klinkierową na przeciw Słomowicza? Wersji było wiele:
- dom opieki dla starszych osób na styl niemiecki
- bank
- mieszkania na wynajem inteligencji
- gabinety adwokackie i lekarskie
- handel na dole
- hotel ala pensjonat , ale bez dobrego parkingu raczej nie przejdzie
Właścicielka Polka,po mężu Niemka, potem na powrót Polka -mająca nieruchomości w Krakowie i Mazurach, zmieniająca co chwilę i wykonawców i wizje. Jedno oddam, umiała pozbyć się szybko lokatorów.

Wzrost cen w Polsce to też zasługa Unii... W Anglii nawet banki zapraszają- damy ci kredyt kup mieszkanie w Polsce... Bardzo dużo kupili właśnie we Wrocławiu, bo to miasto bardzo się w Europie promuje... W Warszawie ceny w ostatnich latach poszły kilkakrotnie w górę i wiele mieszkań kupują obcokrajowcy.. ale mnie zaciekawiło to, że Polacy kupują w Niemczech i Niemcy nam pozwalają... Wiem, że Traktaty przewidują swobodny przepływ ludności, ale nie sądziłam, że Niemcy tego nam nie utrudnią...
Polacy kupują domy w Anglii, bo wynajem kosztuje tyle, co spłata kredytu, więc lepiej coś z tego mieć... zawsze można odsprzedać...
Jeśli coś traficie w gazetach, to będę wdzięczna za link... bo to dla mnie zjawisko całkowicie nieoczekiwane...
Czytałam kiedyś o trzy- stronnej umowie między Polską, Niemcami i Czechami... umowa ta dotyczyła rozwoju stref przygranicznych wszystkich krajów.. to ciekawy kierunek rozwoju i ciekawe, jak to się rozwinie... jakoś niewiele się mówi o wspólnych inicjatywach gospodarczych, ale chyba coś się dzieje i pojęcie mniejszości polskiej w Niemczech nabierze innego znaczenia, bo dotychczas czytałam tylko o problemach Polaków w tym kraju...

Ślicznie. Tylko po pierwsze, nawet jak nasi kibice nie pojadą, Niemcy nie będą mieć wbrew pozorom żadnych problemów z zapełnieniem stadionów. Po drugie, prawdziwy szmal zarabia się przy takich okazjach nie na samych biletach, tylko na usługach świadczonych gościom. Nasi zapewne z nich korzystać jakoś tłumnie nie będą, bo nie będzie takiej potrzeby, skoro mają domy swoje za rogiem. Ilu z was na przykład zdecydowałoby się wynająć tam pokój hotelowy na dwa tygodnie, albo planuje stołować się w restauracjach? Natomiast wiadomo, że z Ghany nie opłaca się przyjechać na jeden mecz. Jak już jeden z drugim przyleci, to przynajmniej na fazę grupową całą. Siłą rzeczy wynajmie pokój, będzie jadał w restauracjach, korzystał z ich środków lokomocji itd. Podobnie kibice z Australii, USA, Brazylii czy Argentyny. Jestem przekonany, że im łatwiej będzie zdobyć bilety na mecze niż naszym.
Jakby Polska miała kiedyś samodzielnie organizować taki turniej też pewnie więcej uciechy sprawili by nam kibice z Korei i Kamerunu niż Ukraincy czy Białorusini.

Witam wszystkie foremki!!!!

Tyle dzis napisalyscie ze nie moglam nadarzyc z czytaniem ale to cieszy. Uwielbiam nasze forum i jestem naprawde uzalezniona.

U mnie dzis 21 dc i jajniki bola koszmarnie az biore nospe ale to nie pomaga. Staram sie nie nakrecac na ciaze bo juz takie bole mialam i .. NIC NIE BYLO :Temp. nie moglam dzis porzadnie zmierzyc bo wstawalam o 4.30 (fuj!!).

Dzis moj maz znalazl ogloszenie na wynajem mieszkania i stwierdzil ze powinnismy sie przeprowadzic skoro mamy miec dzidziusia. Strasznie mnie tym zaskoczyl bo mialam wrazenie ze tak bardzo wcale tego nie chce. (Wiecie jak to Niemcy - najpierw trzeba sie dorobic, kupic dom a potem ewentualnie w wieku 38 lat dziecko.. ale musial zmienic nastawienie bo ma zone Polke napalona na dzidzie )

Obejrzelismy to mieszkanie (super!!!) - mieszka tam para z 4 tygodniowym dzieckiem!!! Moj maz sie zachwycil dzidzia (dobrze, dobrze) ale chyba pierwszy raz w zyciu widzial takie male dziecko.Mam nadzieje ze to wplynie dobrze na jego nastawienie.
Ja oczywiscie nie moglam sie opanowac i powiedzialam tej kobiecie ze tez staramy sie o dziecko ale jakos nie wychodzi a ona na to ze tez sie dlugo starali. Moze w nowym mieszkanku sa jakies korzystne fluidy skoro im sie udalo??

AniuBo życze powodzenia w przeprowadzce.Mnie też to czeka za jakis czas, ale jeszcze nie wiem kiedy i jak a przede wszystkim dokąd.Okazało się, że jednak nie zamieszkamy z teściową. Siostra męża, która jest współlokatorką i współwłaścicielką wyraziła swój sprzeciw. I to w taki sposób, że odechciało mi się tam jeździć nawet na obiad w odwiedziny. Dodam tylko, że dom ma ponad 320 metrów i miejsca w nim nie brakuje. A poza tym szwagierka pływa i nie ma jej czasem przez 3, 4 miesiące. Za każdym razem twierdzi, że to ostatni rejs, ale tak jest odkąd ją znam, czyli jakieś 5 lat. Ech, szkoda mi się rozpisywać.Przykre jest tylko to, że zawsze mogła liczyć na pomoc swojego brata (a mojego męża) a kiedy my jej potrzebujemy, to nic z tego. Ale tak to już jest, trzeba liczyć tylko na siebie. Choć moja rodzinka jest OK i ani bracia ani rodzice nie daliby mi zginąć. Szkoda tylko, że pieniądze, które moglibyśmy przeznaczyć na zakupy dla malucha albo umeblowanie naszego przyszłego M trzeba bedzie wydać na wynajem.

AniuBo, Tobie to pewniej jeszcze trudniej było wybrać imię dla synka - miałaś "dwa zestawy" - polski i niemiecki. Ja już się gubię, bo jak nie byłam w ciąży to mi się wydawało, że jest tyle fajnych imion. A teraz?Albo zbyt dziwaczne, albo nagle zrobiło się okropnie popularne, albo nie pasuje mi lub mężowi. Po dziadkach też nie za bardzo (Roman, Włodek, Jadzia, Małgosia).Moja babcia miała na imię Helena, ale już widzę mine mężą

Taaaa. Z tym wynajmem, na marginesie, to właśnie zaczyna się nadpodaż mieszkań, co skutkuje obniżeniem czynszów. W Szczecinie wynajmiesz kawalerkę 40m2 full wypas za 700 zł/mies. + opłaty, wartą 210-240 000 zł. Stopa zwrotu: kilka % rocznie minus okres szukania najemcy minus koszty amortyzacji, ogłoszeń itp. Te same pieniądze wrzucone w o niebo bardziej płynne instrumenty (monety? TFI? dobre spółki?) dadzą znacznie większy zysk (weżmy nawet kulejącą Arkę: 30-40% rocznie) . W Polsce namnożyło sie inwestorów w krótkich spodenkach, co to się naczytali Kiyosakiego i innej literatury motywacyjnej i pewną rączką wydają kasę (często na 30 letni kredyt) na "inwestycje"- wiadomo - magiczna dźwignia finansowa (osobiście nazywam to efektem: "jacież, jaki ja jestem cwany") Mam też nieodparte wrażenie, że będzie dymańsko tych wszystkich "landlord'ów".

W Szczecinie sporo mówi się o kupnie mieszkań i domów tuż za granicą niemiecką(z Centrum 15km) Dla ciekawych link: http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=70&w=63156680 . Z kolei Niemcy np.: z Berlina tez tu inwestują. Chcę przez to powiedzieć, że ciągle rynek inwestycji: w mieszkania, w monety, w papiery w Polsce traktuje się jako hermetyczny i skierowany tylko do Polaków - a to duży i zasadniczy błąd. Nie te czasy. I mocno to zakłóca obraz danego rynku: spekuli, hossy, bessy, baniek i innych wyświechtanych frazesów. Wnioski na temat zakupów i kolekcjonowania monet niech każdy wysnuje sam.

Ja ogólnie znam historię tego obiektu na zielonkach gdyż mieszkałam dokładnie obok, wychowałam sie niedaleko ... kiedyś mieścił sie tam podobno ogromny pałac i w ogóle wielkie gospodarstwo za czasów kiedy zielonki nie były jeszcze parcelą a należały do panów. Niestety wszystko uległo olbrzymiemiu pożarowi ... wiem że potomkowie właściecieli mieszkają w niemczech dziś ale już baaaardzo dawno nie było żadnych wieści ... Są to bardzo stare zabudowania, mój stary dom w zielonkach który również należał do tych państwa , został zbudowany w 1911 roku, mieszkało tam kilka rodzin. Obok znajdują sie warsztaty, kiedyś były pomieszczeniami gospodarczymi. Moja babcia to dokładnie wszystkie szczegóły zna, chociaż będac młodą dziewczyną też sprowadziła sie tu z południa polski a co ciekawe mieszkała w tym pałacyku naprzeciwko saginy /kiedyś tam było wynajem.

no to ja moge powiedziec jak jest w niemczech
Mowie o srednich obywatelach,nie o bogatych, bo ci maja juz:P
tez sie bierze kredyty na 30 lat, jak wszedzie. Ale bardziej na domy, niz na dwa-trzy pokoje. kupienie mieszkania nie do konca sie oplaca, wiec ludzie wynajmuja latami, potem albo kupuja swoj dom, albo siedza do konca zycia na wynajetym. Ale tu jest ta roznica, ze ceny wynajmu sa odgornie kontrolowane, sa specjalne tabele w miescie i kazdy wynajemca musi sie tego trzymac. Tak samo nie mozna nikogo wywalic z mieszkania przez widzi mi sie, musza do tego byc specjalne powody, sprzedaz domu badz wynejemca sam musi sie wprowadzic. Z tym, ze tu caly dom jest przewaznie wlasnoscia wynajemcy, np u nas tez tak jest.

My tez bedziemy wynajmowac, poki nie dorobimy sie wklad wlasny na dom. A dobre 50000 tysiecy euro musimy odlozyc. zanim w ogole mozemy pomarzyc o wlasnym ogrodku

olenkita, mowisz ze maz milusi zarobi w szwajcarii na 4 sciany w polsce. tylko, ze jakos sie zapomina, ze jak tam sie pracuje to tam trzeba tez zyc! a to kosztuje wiecej niz zycie w polsce, wiec nawet jak sie zarabia to utrzymanie kosztuje. minely czasy co sie na zarobek jechalo z torba ziemniakow i zupek chinskich z domu, mieszkalo w przyczepie na domem u chlopa.

pele68 napisał(a): Krzew'y napisał(a): Kontynując wątek transportowy dla grupy powietrzno-desantowej z W-wy. To mnie się ten Bastion podoba. Można by wziąść dwa pokoje 2 osobowe po 180 zł. I najważniejsze ,że jest restauracja ,żeby uczcić osiemnaste urodziny Joli.


A mają jeszcze miejsca? Może faktycznie lepiej, bo w cenie jest śniadanko, a w Domu Turysty chyba nie. Nie wiem co na to druga połowa naszego desantu.

Bastion jest ok - sprawdziłam, są wolne miejsca ale polecają szybką rezerwacje.
Chętnie ulokuję się z Jolą. w dwójce ale gdyby wynikały inne konfiguracje ( może grupa bedzie w liczbie nieparzystej ?) wynajmę pojedyńczy pokój.
Żeby nie było zbędnych zawirowań proponuję aby rezerwacji dokonała jedna osoba.

Hotel Bastion. Dwie dwójki po 180 zł z osobnymi łożkami (bo były też z połączonymi ale zadecydowałem za Was) zarezerwowane. Doba od 12:00, czyli najpierw rejestracja w Dębnie, a potem gazem na urodziny Joli. Około 3 nad ranem stwierdzimy, że nie ma co iść spać i wybiegniemy na małe rozbieganko do Niemiec.

NO i lipa......NIe mogę się ubezpieczyć w Niemczech, bo będę płacić 1000 euro składki co miesiąc, a nawet moja mama tyle nie zarabia....Żadna ubepieczalnia mnie nie ubezpieczy w Niemczech.. chyba, że państwowa, ale nie wiem czy to możliwe...Dowiem się jutro...
Trochę się tym podłamałam....Ale wiem, że trzeba żyć dalej...No teraz juz mam dla kogo....
W Polsce mam dom na wsi. Jednak ten dom jest strasznie wielki, mieszkałam bym w nim sama, a wiadomo jestem wciązy, więc raczej sama nie mogę mieszkać.....
Co do miasta...Mieszkam blisko miasta, ale nie wynajmę żadnego pokoju, bo przecież nikt pokoju kobiecie w ciązy i później z dzieckiem nie wynajmie pokoju w swoim mieszkaniu. Musiałabym sama wynając mieszkanie a na to mnie nie stać Kurcze no...znowu wszytsko się rypie....
Trzymajcie za mnie kciuki...

Do melody: Jak miło Cię widziec tutaj wśród tych, którzy się do mnie odezwali:) Cieszę się, że mam znajomą z czasów.....dla mnie bardzo odległych, bo tamtem okres w moim życiu zakończyłam.....Pogodziłam się ze śmiercią mojego taty.....i z wszystkimi z tego tytułu konsekwencjami...no ale życie daje kolejne niespodzianki;)

Pozdrawiam
Ivonka

@blue.berry i Benia

Nie mnie to oceniac, bo nie znam sytuacji osobiscie. Wiem tylko, ze nie chcieli suki oddawac a zwlaszcza osobom, ktorych nie znaja. Karen jest sama juz ok. 5 miesiecy. Niestety nie udalo sie znalezc jej domku "u swoich" ja niestety tez tego nie zdolalam zrobic. Sama jestem w Anglii i na odleglosc niewiele moge. O calej sytuacji dowiedzialam sie z maila, gdy wyslalam zdjecia podrosnietej Jabby.
Osobiscie nie jestem za oddawaniem psow, nie wazne z jakiego powodu. Czasem niestety zycie koryguje nasz swiatopoglad.
Co do wynajmu innego mieszkania. Nie wiem jak jest w Niemczech, gdzie sa wlasciciele Karen, ale tu w Anglii problem psa jest ogromny. Czesto wiaze sie to z wiekszym depozytem i oplatami a z pieniedzmi jest roznie. Jesli do lipca nie zmienie domu, moj pies bedzie ze mna nielegalnie.
Aby bylo smiesznie @Benia, rodzinom z dziecmi tez sie czasem odmawia... W ofercie zaznaczony jest wtedy zwierzak i dziecko do 12 lat (wiem z autopsjii)

No to sobie spróbuj utrzymać rodzinę za tysiąc funtów w GB - myślę że będzie jeszcze trudniej niż za 1200 zł w Polsce . Gdyby Polacy żyli w PL w takich warunkach jak żyją i pracują w GB to i tu by dali radę odłożyć i spokojnie by starczało na utrzymanie, nawet płaca minimalna wydawałaby sie całkiem niezła . A czy w Rumunii i Bułgarii jest tak dużo taniej niż u nas? Nie sądzę. To co teraz nakręca inflację czyli wzrost cen żywności dotyczy całej UE i nawet w najtańszych kraikach zapewne jest ciężko się utrzymać. No i czym ty mnie tu straszysz? Ceną 2.40 za bilety ? A ile taki bilet kosztuje w Londynie? We Wrocławiu za średnią pensje masz 1k takich biletów a przeciętny Polak na Wyspach na ile takich biletów może sobie pozwolić ? I jaki jest tam stosunek cen mieszkań w Londynie czy innym Menchesterze do średniej płacy emigranta ? Myślisz że szybciej kupisz dom w Londynie czy we Wrocławiu? No i last but not least: a kto powiedział że klasę średnią musi byc stać na mieszkania? To jest jakis dziwny polski wymysł, bo nigdzie indziej na świecie takiego przekonania nie ma. Ile osób w USA wynajmuje a ile kupuje domy? Ile w Niemczech albo we Francji? Tylko Polacy wierzą że musza mieć swoje mieszkanie a najlepiej ze 3 żeby "zarabiać na wzrostach cen i wynajmie". Skoro jesteśmy narodem spekulantów to się dziwisz że ceny poszły w górę? Ale nie martw się będzie jak z giełdą - wielkie bum i ceny 30-50% w dół. Ale nawet to nie znaczy, że każdy musi mieć mieszkanie, bo nie musi, nieruchomości to dobra luksusowe i nie koniecznie dla średniaków, średniacy wynajmują i od tych bogatszych, którzy są właścicielami.

Chyba nie mam innych pomyslow niz juz opisane, ale wiem ze my zaoszczedzimy pare groszy na:
dekoracji sali - bo restauracja sie tym zajmuje, zreszta wystarcza nam kwiaty na stolach.
orkiestrze - bierzemy DJa
samochodzie - nie wynajmujemy auta, stwierdzilismy ze przejdziemy od kosciola do sali piechota, a jak sie zmeczymy to pojedziemy taksowka lub autobusem miejskim (nikt nie powiedzial, ze nie wolno )
transporcie gosci - bierzemy autobus miejski zamiast kilku busow
kwiatach - chyba sama zrobie bukiet. Robilam na cywilny, nie byl imponujacy ale mnie tam wystarczy
nocleg dla gosci - wynajmujemy dla gosci apartamenty (takie mieszkania pod wynajem) a nie hotel
moja bielizna i bizuteria - nie widze potrzeby kupowania bielizny czy bizuterii 'specjalnie na slub'. Ja wole cos przetestowanego, co wiem ze jest wygodne i w czym sie dobrze czuje. Kompletnie nie przemawia do mnie pomysl zakladania np. pasa do ponczoch, ktorego normalnie nie nosze...

A w ogole, to my oszczedzamy najwiecej przez to, ze organizujemy slub i wesele w Polsce, a nie np. Niemczech. I to nie tylko dlatego, ze 'tu taniej', ale rowniez dlatego ze nasi goscie zagraniczni maja troche inne podejscie do calej sprawy - np. nie placimy im za noclegi. Przyjete jest, ze kazdy za swoj transport i nocleg placi sam, my co najwyzej podsuwamy propozycje hoteli o w miare dobrym standardzie i nie za drogich. Wiec noclegi zalatwiamy tylko dla polskich gosci, bo u nas wszak 'gosc w dom, Bog w dom' i nic od goscia wymagac nie wypada... eh..

W lutym i w marcu truskawki były po 3,5 - 4 euro za kg. Potem cena spadła do 2-2,5. Ostatnio kupiłam kilogram za 1 euro. Na laiki najlepiej chodzić przed samym ich zamknięciem, wtedy wszystko sprzedają za połowę ceny. Tylko ryb nie kupowałabym tam o tej porze dnia, bo jak one sobie poleżą parę godzin na słońcu, to ich "świeżość" jest bardzo wątpliwa
Koszty wynajmu mieszkań w Atenach są różne, w zależności od dzielnicy i standardu oczywiście, najtaniej można wynająć coś w samym centrum i na Pireusie, gdzie indziej ciężko jest znaleźć małą garsonierę za 200 euro. Za prąd płacę około 40-50 euro za dwa miesiące (rachunek przychodzi co dwa miesiące) i też nie mam ani klimatyzacji ani nie wiadomo jakich urządzeń elektrycznych w domu, poza boilerem, pralką, lodówką i kuchenką elektryczną, ale one są niezbędne. Woda - około 20 euro na kwartał. W zimie oczywiście jest zrzutka na olej opałowy, ale właścicielka kamienicy, w której mieszkam grzeje oszczędnie, więc musimy się dogrzewać grzejnikiem, co podnosi koszty.
Ja robię zakupy w Championie, bo mam akurat pod nosem. Do Lidla mam za deleko, a poza tym nie lubię go, bo w tym, który jest w mojej dzielnicy jest niemiła obsługa.
Fakt, że wszystko tu drożeje, może nie tak drastycznie z dnia na dzień, ale powoli i sukcesywnie. Ta sama oliwa, którą kupowałam tu trzy lata temu za niecałe 2 euro za litr, teraz kosztuje ponad 4 euro. Ostatnio robimy zrzutkę w kilka osób i przywozimy beczkę oliwy z Kalamaty, takiej dobrej, tłoczonej na wsi tradycyjnym sposobem, a nie w fabryce.
A jakie są ceny w Niemczech?

Poszukujemy inwestora z kwota okolo 7.000 - 10.000 Euro do otwarcia Swinger Clubu w Niemczech (Karlsruhe, Stuttgart). Inwestycja potrzebna jest na wynajem domu/lokalu i reklame. Jestesmy dobrze zorientowani w jaki sposob reklamowac Club i mamy osoby na rozpoczecie (pierwsza pare). W Clubie beda tez swiadczone uslugi towarzyskie z erotycznymi (mamy ludzi i potencjalne zaplecze Klientow).
Osoby zainteresowane prosze o kontakt telefoniczny pod numerem 00491627239946

Ja mieszkalem w Orange county okolo godziny z kawalkeim od Los Angeles ale teraz jestem od 10 miesiecy w domu w Warszawie czego strasznie zaluje , ale maksymalnie do poczatku wakacji bede na stale mieszkal juz w niemczech (okolice Drezna) niemcy sa najblzej polski cywilizowanym krajem (wiesz mam na mysli posiadanie drog autostrad i domow na ktore stac ludzi - tak na marginesie za okolo 40 tys euro w niemczech mozna nabyc piekny dom )
Polecam Californie my z dziewczyna z naszego ponad dwu letniego pobytu bylismy zachwyceni ,bliskosc do oceanu wieczne lato piekne miejsce na zycie -naprawde. Wynajem luksusowego apartamentu z basenem kortem tenisowym jaccuzi itd , to koszt okolo 1500 $ na miesiac my placilismy tyle za ponad 100 metrowe mieszkanie .
W polsce jest jeszcze gorsza bieda , jeszcze bardziej dziurawe drogi i jeszcze bardziej kuriozalne sytuacje ale jesli nie wracasz chyba o tym wiesz prawda ???
Dzisiejszy artykol ''' ludzie ustawiaja sie w kolejki do pracy za 500 zl ''
i tego tematu w zasadzie nie trzeba komentowac
Bardzo mi przykro na to patrzec ,w koncu to nasz kraj
Pozdrawiam
Andrzej

a teraz dokladniej:
Typowy przyklad roznic językowych. Co rozumie przez to okreslenie Anglik czy Niemiec. Tak naprawde nie spotyka sie w jezyku polskim takiego okreslenia. czym innym jest miejscowoc podmiejska a co innego wieś. jesli sie kierowac tym co napisalas to W POLSCE NIE MA TAKICH MIEJSC. Wieś to wieś a nie osrodek wypoczynkowy czy wczasowy... jesli wieś lezy w poblizu ciekawych szlakow, jezior, morza, czy lasu to zawsze moze sie zdazyc, że ktoś cześc wlasnego domu wynajmie tzw letnikom i beda to pokoje mniej lub bardziej luksusowe. to typowa agroturystyka!! Wczasy pod gruszą to okreslenie juz nie istniejace. Zaklady pracy juz nie prowadzą wczasow!!
narazie tyle bo mam metlik z tych bezsensownych okreslen
Acha....swietlica to swietlica .....a sala tv to sala tv.To sa dwa rozne pojecia!


poprawka nowy rekord 1324 mile :)


jezu jak :D? ja wyrobiłem 848 i mogłbym przysiąc że więcej
sie nie da :

tax:

Podczas wycieczki do Niemiec, w malenkim miasteczku,
pewna angielska rodzina spostrzegla niewielki, sliczny
domek, ktory wydal im sie swietnym miejscem na spedzenie
przyszlych wakacji. Od sasiadow dowiedzieli sie, ze
wlascicielem jest miejscowy pastor. Wkrotce podpisali z
nim umowe wynajmu. Po powrocie do Anglii, pani spostrzegla,
ze nigdzie w domku nie
widziala WC, zaniepokoila sie wiec, ze bedzie to wygodka

informacje, gdzie sie ow przybytek znajduje. Oto tresc listu:
"Drogi Panie! Jestem osoba, ktora wynajela Panski domek.
Nie wiem jednak, gdzie sie znajduje WC. Czy moglby Pan mi to wyjasnic?"
Otrzymawszy list, pastor nie zrozumial skrotu WC i pomyslal
z zawodowa pewnoscia, ze chodzi o Anglikanski Kosciol Niemiecki
nazywany Wales Chapet. Odpowiedzial wiec: " Szanowna Pani!
Doceniam Pani prosbe i mam zaszczyt Pania  poinformowac, ze miejsce,
ktore Pania interesuje, znajduje sie 12 kilometrow od domu,
co wydaje sie nie byc wygodne dla tych, ktorzy chodza tam czesto.
Dlatego polecam wziac ze soba obiad. Trzeba tam sie udac na
rowerze,samochodem lub tez na piechote, ale wazne jest, by
stawic sie punktualnie, zeby miec miejsce siedzace i zeby nie
przeszkadzac innym. Warto wspomniec, ze zamontowano tam klimatyzacje
i dzieci siedza obok swoich rodzicow i wszyscy spiewaja chorem.
Przy wejsciu rozdaje sie kartki papieru. Ci, ktorzy przybywaja z
opoznieniem, moga korzystac z kartki sasiada.
Kartki musza byc zwrocone na koncu, azeby mogly byc uzywane kilka razy.
Chcialbym tez zaznaczyc, ze wszystko, co udaje sie zebrac, jest
rozdawane ubogim. Poza tym miejsce to jest wyposazone jest we wzmacniacze
dzwieku, aby mozna bylo wszystkiego wysluchac




Trochę mnie zdziwiła ta wypowiedż. Oprócz rynku GB również w Irlandii ceny
domów skoczyły DRASTYCZNIE do góry.


Być możę. Kiedyś czytałem opracowanie (musiałem robić kurs
zarządców nieruchomości) porównujące politykę mieszkaniową
róznych państw na przestrzeni ostatnich 50 lat. Na pewno byl
tam uwzględniony model niemiecki, francuski, szwajcarski no
i właśnie brytyjski. Przypominam, że chopdzi o nieruchomości
mieszkalne. Chodziło o sytuację kupującego mieszkanie
i go odnajmującego (lub samemu mieszkając, więc NIE
wynajmując dla siebie). Inwestycja była taka neutralna
finansowo - w skali długiego okresu indentyczne efekty dawała
przeciętna lokata bankowa (odsetki, remonty, inflacja).

Myślę (ale nie jestem pewien) że w innych zachodnich krajach też.


Wie, że było to dość zaskakujące dla autorów raportu
i sprzeczne z intuicją. Ale nawet zarządcom nieruchomości
i pośrednikom wbija się do głowy: ZAKUP NIERUCHOMOŚCI
MIESZKALNEJ NIE JEST opłacalną iwestycją. Skądś to
się wzięło.

Sam sprzedałem ostatnio mieszkanie czyli Twoja wypowiedź mi odpowiada i jest
zgodna z planem jaki sobie obmyśliłem - inwestycje finansowe.


No widzisz? To co się czepiasz?

Dodatkow przy wynajmie trzeba uwzględnić ryzyko, że ktoś Ci nie zapłaci lub
zrobi wręcz szkody w mieszkaniu, rachunki naciągnie itp.


A to zupełnie osobny temat. Kiedyś miałem komputerze symulację
opłacalności takiej iwestycji. Wychodziło koszmarnie - lepiej nawet
w skarpecie, nie mówiąc o banku.

pozdrawiam serdecznie,

Andrzej Garapich

Kto w młodości był socjalistą
ten na starość będzie świnią






| Acha - jeszcze jedno - grube chmury burzowe likwiduja mi kanaly


satelitarne a dziala

| tylko rozsiewcza, naziemna.

| Teoretycznie nie - inne pasmo, inny kierunek.

Pasmo pasmem - jezeli pomiedzy antenami stacji czolowej kablowki a
satelita jest gruba warstwa wody i spore ladunki elektryczne, to znika
program. Rozsiewcza, to jednak sporo wieksze poziomy sygnalow, no i
plasko po Ziemi, pod chmurami :-) Dlatego pytalem Waldka o zachowanie
takiej cyfrowki, bo dla mnie "cyfrowy" juz od dosc dawna nie oznacza
lepszy. Ma szanse byc lepszy ale zbyt latwo poddaje sie specom od
marketingu.


Zwroc uwaga na to ze w naziemnej telewizji cyfrowej uzywana jest modulacja
COFDM w polaczeniu z kodowaniem blokowym i splotowym daje znaczaca przewage
nad TV analogowa - w tym momencie mozemy naprawde mowic o wyzszosci tv
cyfrowej nad analogowa.
Co do jakosci sygnalu - jesli ktos twierdzi ze analogowa tv jest lepsza to
ja sie pytam w ktorym momencie - studia tv sa scyfryzowane, korzystaja z
kompresji zarowno w produkcji jak i dyfuzji sygnalow.
Problem ze w Polsce i innych krajach o niskiej kulturze technicznej - zbyt
czesto nadawcy by zaoszczedzic na kosztach wynajmu transponderow przycinaja
pasmo do 2,5 - 4mbps - jesli chcesz miec odniesienie i porownywac jakosc
obrazu proponuje bys uzyl sygnalow nadawcow szanujacych odbiorce - np niemcy
czy wloskie rai uno, due, tre - pasmo tam oscyluje wokol 5,5 - 6mbps co
przeklada sie na wyrazna jakosc takiego sygnalu.
Mowie o jakosci w kategorii szum, znieksztalcenia amplitudy i fazy,
intermodulacje pomiedzy podnosna koloru... to wszystko daje sie latwo
zauwazyc nawet na malym 14 calowym telewizorku.
Kompresja sygnalu wprowadza okreslone znieksztalecenia ale podkreslam jesli
nadawca nie oszczedza na odbiorcy nadmiernie przycinajac pasmo to przewaga
tv cyfrowej jest wyrazna i bezdyskusyjna.
Jedyne miejsce w ktorym mozna mowic o wyzszosci analogowego przekazu nad
cyfrowym to fakt ze w studio uzywany jest format 422 a w domu odbierasz
sygnal cyfrowy w standardzie 420... da sie z tym zyc ;)


| Dlaczego w Polsce jest tak cholernie drogo ?

zajrzyjmy do statystyk...
przecietny koszyk dobr kosztujacych w polsce 100 zl
w USA kosztuje 187 zl (sierpien 2001)
w Japoni 26 4 zl
w Niemczech 175 zl
we Francji 170 zl
w UK 194 zl

jak widac Polska to dosc tani kraj teza "cholernir drogo" jest
raczej wyssana z palca, albo w odniesieniu do Kenii.

te statystyki pokazuja takze kurs zlotego w zupelnie innym swietle.
jest on dwukrotnie niedowartosciowany.


Przecietny koszyk dobr moze byc zludna statystyka dla
porownan gdyz inny moze byc, czy tez jest,  preferowany
czy istniejacy "pattern"/typ konsumpcji w Polsce, a inny w
USA, czy jeszcze gdzies indziej np. w Japonii.  
Ta sa sprawy raczej kulturowe, i w zaleznosci od tego co
w tym koszyku sie znajduje rozne mozna otrzymac wyniki,
ktore niekoniecznie dobrze moga posluzyc dla jakichkolwiek
porownan.

Osobiscie sadze ze w Polsce ceny towarow, a takze i uslug
moga byc nieco drozsze niz gdzie indziej gdyz w dochodzie przecietnego Polaka
mniejszy udzial maja wydatki takie jak
placenie czynszow, lichwy, splat dlugow hipotetycznych, etc.  
Jezeli wezmie sie pod uwage fakt ze w krajach wysoko
rozwinietych nawet i polowa, a czesto i wiecej dochodu
mieszkanca idzie na splate dlugow, przede wszystkim
hipotetycznych, i zwiazanych z nimi odsetkow, mniej
pieniedzy pozostaje na konsumpcje towarow i uslug. Taka
sytuacja trzyma w ryzach ceny dobr.

Moge wam zagwarantowac ze gdyby towarzystwo w mojej
dzielnicy (mieszkam w Reno, Nevada) nie placilo srednio
po 1300-1800USD na miesiac samych tylko odsetkow od
dlugow hipotetycznych, ceny w moim lokalnym K-mart
poszlyby w gore bardzo, bardzoszybciutko, i to bardzo
znacznie.

Polacy w wiekszosci nie musza splacac wielkich kredytow
na domy, samochody, etc.  Czynsze z tego co wiem tez sa raczej niewielkie gdyz
wlasciciele lokali pod wynajem rzadko kiedy
maja zaciagniety na owe lokale kredyt.  Zazwyczaj wybudowali je wlasnym sumptem
i za gotowke, tak wiec w cenie czynszu niema
wliczonych odstek dla banku.  

Z powyzszych wzgledow dochod Polaka moze byc alokowany
w nieco odmienny sposob nizeli kogos na zachodzie, dlatego
tez moim zdaniem ceny dobr w Polsce moga byc nieco drozsze.  Oczywiscie kontr
argumentem moga byc miejsca takie jak Praga,
Berlin, gdzie wydatki zwiazane z kredytami tez sa znikome, a
ceny rzekomo sa nizsze nizeli w Polsce, jezeli autentycznie tak
jest(?).

Czesc,
S.Zwolan  


puszczam swoj 'post' raz jeszcze bo jakos nierowno
tekst wydrukowalo....

| Dlaczego w Polsce jest tak cholernie drogo ?

zajrzyjmy do statystyk...
przecietny koszyk dobr kosztujacych w polsce 100 zl
w USA kosztuje 187 zl (sierpien 2001)
w Japoni 26 4 zl
w Niemczech 175 zl
we Francji 170 zl
w UK 194 zl

| jak widac Polska to dosc tani kraj teza "cholernir drogo" jest
| raczej wyssana z palca, albo w odniesieniu do Kenii.

| te statystyki pokazuja takze kurs zlotego w zupelnie innym swietle.
| jest on dwukrotnie niedowartosciowany.


Przecietny koszyk dobr moze byc zludna statystyka
dla porownan gdyz inny moze byc, czy tez jest,  
preferowany czy istniejacy "pattern"/typ konsumpcji
w Polsce, a inny w USA, czy jeszcze gdzies indziej
np. w Japonii.  Ta sa sprawy raczej kulturowe, i w
zaleznosci od tego co w tym koszyku sie znajduje rozne
mozna otrzymac wyniki, ktore niekoniecznie dobrze
moga posluzyc dla jakichkolwiek porownan.

Osobiscie sadze ze w Polsce ceny towarow, a takze
i uslug moga byc nieco drozsze niz gdzie indziej gdyz
w dochodzie przecietnego Polaka mniejszy udzial maja
wydatki takie jak placenie czynszow, lichwy, splat dlugow hipotetycznych, etc.
Jezeli wezmie sie pod uwage fakt ze
w krajach wysoko rozwinietych nawet i polowa, a czesto i
wiecej dochodu mieszkanca idzie na splate dlugow, przede
wszystkim hipotetycznych, i zwiazanych z nimi odsetkow,
mniej pieniedzy pozostaje na konsumpcje towarow i uslug.
Taka sytuacja trzyma w ryzach ceny dobr.

Moge wam zagwarantowac ze gdyby towarzystwo w
mojej dzielnicy (mieszkam w Reno, Nevada) nie placilo
srednio po 1300-1800USD na miesiac samych tylko odsetkow
od dlugow hipotetycznych, ceny w moim lokalnym K-mart
poszlyby w gore bardzo, bardzoszybciutko, i to bardzo
znacznie.

Polacy w wiekszosci nie musza splacac wielkich kredytow
na domy, samochody, etc.  Czynsze z tego co wiem tez sa
raczej niewielkie gdyz wlasciciele lokali pod wynajem rzadko
kiedy maja zaciagniety na owe lokale kredyt.  Zazwyczaj
wybudowali je wlasnym sumptem i za gotowke, tak wiec w
cenie czynszu niema wliczonych odstek dla banku.  

Z powyzszych wzgledow dochod Polaka moze byc
alokowany w nieco odmienny sposob nizeli kogos na
zachodzie, dlatego tez moim zdaniem ceny dobr w Polsce
moga byc nieco drozsze.  Oczywiscie kontrargumentem
moga byc miejsca takie jak Praga, Berlin, gdzie wydatki
zwiazane z kredytami tez sa znikome, a ceny rzekomo sa
nizsze nizeli w Polsce, jezeli autentycznie tak jest(?).

Czesc,
S.Zwolan  


On Jan 27, 11:32 am, fatso <f..
.....

* Wspolwlasciciele freeholdu bija sie miedzy soba. renta gruntowa jest
mala(Ł404 p.a.) ale wsrod tej spolki sa staruchy co chca sobie szmal
wydac nim zdechna i one przewaza. Wlasnosc do 2 akrow ziemi wraz z
domami przechodzi w moje rece za jedne Ł4,500:00.
Rozumiesz B co to znaczy? Wydalem przed laty cztery i pol tys.
funtow a dzis jestem multimilionerem. Daj mi te swoje 10 mln dolarow a
zaraz ci to udowodnie. Bo tyle tylko potrzebuje aby splacic lokatorow
i ich wyrzucic z mojej ziemi, wynajetej przez nich na ten niedlugi
przeciez geologicznie rzecz biorac okres tysiaca lat.


......
Mam pytanko.
Freehold to ziemia na wlasnosc.wlasnosc.
Skoro tam mieszkaja emeryci, to pewnie niektorzy jeszcze sprzed wojny
i te stare domy ktos budowal.
Jak to sie stalo ze nadbudowa ma innego wlasciciela a ziemia innego ?
W Niemczech jest cos takiego jak zabytek, zespol zabytkowy, albo
Sanierung.
Wtedy zarzad miasta wykonuje renowacja i wpisuje przymusowa hipoteke
wlascicielom na kwote wynikajaca ze wzrostu ceny gruntu (nie
nadbudowy).
Czyli w Niemczech, gdyby ta dzielnica, zespol zabudowy zostal objety
Sanierungiem, to przymusowa hipoteka zostala by wpisana tobie a nie
staruszkom.
Czy te staruszki maja jakies ksiegi wieczyste ?
2 akry to 0,8 ha, czyli masa ziemi w Londynie.
Jezeli to nie zespol zabytkowy to przeciez czesc tewj ziemi jest
niezabudowana i juz mozesz tam cos swojego postawic, zabezpieczone
kredytem hipotecznym , pod wynajem i z najmu splaca sie raty kredytu.
Teraz przed olimpiada to bedzie czas wielkiego boomu gospodarczego i
kazda taka lokalizacja jest cenna na wage zlota.
A jak to cie nie interesuje to w Niemczech emeryci sprzedaja
nieruchomosci za dozywocie, na dozycie
i tak sa cale kamienice do sprzedazy za miesieczna rente, a wlasciciel
ma 70 lat i agencja mowi ze tyle sie zaplaci, jak dlugo wlasciciel
bedzie zyl.
Dla niego to interes zycia, bo moze zyc do 100 lat, a co miesiac
dostaje wielokrotnosc emerytury i zyje jak Pan.



On Jan 27, 11:32 am, fatso <f..
.....
| * Wspolwlasciciele freeholdu bija sie miedzy soba. renta gruntowa jest
| mala(Ł404 p.a.) ale wsrod tej spolki sa staruchy co chca sobie szmal
| wydac nim zdechna i one przewaza. Wlasnosc do 2 akrow ziemi wraz z
| domami przechodzi w moje rece za jedne Ł4,500:00.
| Rozumiesz B co to znaczy? Wydalem przed laty cztery i pol tys.
| funtow a dzis jestem multimilionerem. Daj mi te swoje 10 mln dolarow a
| zaraz ci to udowodnie. Bo tyle tylko potrzebuje aby splacic lokatorow
| i ich wyrzucic z mojej ziemi, wynajetej przez nich na ten niedlugi
| przeciez geologicznie rzecz biorac okres tysiaca lat.

......
Mam pytanko.
Freehold to ziemia na wlasnosc.wlasnosc.
Skoro tam mieszkaja emeryci, to pewnie niektorzy jeszcze sprzed wojny
i te stare domy ktos budowal.
Jak to sie stalo ze nadbudowa ma innego wlasciciela a ziemia innego ?
W Niemczech jest cos takiego jak zabytek, zespol zabytkowy, albo
Sanierung.
Wtedy zarzad miasta wykonuje renowacja i wpisuje przymusowa hipoteke
wlascicielom na kwote wynikajaca ze wzrostu ceny gruntu (nie
nadbudowy).
Czyli w Niemczech, gdyby ta dzielnica, zespol zabudowy zostal objety
Sanierungiem, to przymusowa hipoteka zostala by wpisana tobie a nie
staruszkom.
Czy te staruszki maja jakies ksiegi wieczyste ?
2 akry to 0,8 ha, czyli masa ziemi w Londynie.
Jezeli to nie zespol zabytkowy to przeciez czesc tewj ziemi jest
niezabudowana i juz mozesz tam cos swojego postawic, zabezpieczone
kredytem hipotecznym , pod wynajem i z najmu splaca sie raty kredytu.
Teraz przed olimpiada to bedzie czas wielkiego boomu gospodarczego i
kazda taka lokalizacja jest cenna na wage zlota.
A jak to cie nie interesuje to w Niemczech emeryci sprzedaja
nieruchomosci za dozywocie, na dozycie
i tak sa cale kamienice do sprzedazy za miesieczna rente, a wlasciciel
ma 70 lat i agencja mowi ze tyle sie zaplaci, jak dlugo wlasciciel
bedzie zyl.
Dla niego to interes zycia, bo moze zyc do 100 lat, a co miesiac
dostaje wielokrotnosc emerytury i zyje jak Pan.


Expert, te chatki sa komfortowe, zbudowane w 1963r. Mahoniowa podloga
itp. Aha, i pol mili od krolewskiego palacu Hampton Court. Doskonala
dzielnica. Bez murzynow i do niedawna bez POlakow.
Tyle ze one sa MOJE a ci ludzie moga w nich mieszkac przez tysiac lat.
Mozna dokupic pare, wsadzic tam cyganow i czekac az wsystko rozwala,
wtedy bedzie predzej. Ewentualnie zaprosic Araba z Al Quaida, moze mi
pomoze.

f


Podczas wycieczki do Niemiec, w maleńkim miasteczku, pewna angielska rodzina spostrzegła niewielki, śliczny domek, który wydal im się świetnym miejscem na spędzenie przyszłych wakacji. Od sąsiadów dowiedzieli się, że właścicielem jest miejscowy pastor. Wkrótce podpisali z nim umowę wynajmu. Po powrocie do Anglii, pani spostrzegła, że nigdzie w domku nie widziała WC, zaniepokoiła się więc, ze będzie to wygódka za domem. Postanowiła napisać do pastora i poprosić o informacje, gdzie się ów przybytek znajduje.
Oto treść listu:
"Drogi Panie! Jestem osobą, która wynajęła Pański domek. Nie wiem jednak, gdzie się znajduje WC. Czy mógłby Pan mi to wyjaśnić?"
Otrzymawszy list, pastor nie zrozumiał skrótu WC i pomyślał z pewnością, że chodzi o Anglikański Kościół niemiecki nazywany Wales Chapet. Odpowiedział więc:
"Szanowna Pani! Doceniam Pani prośbę i mam zaszczyt Panią poinformować, że miejsce, które Panią interesuje, znajduje się 12 kilometrów od domu, co wydaje się nie być wygodne dla tych, którzy chodzą tam często. Dlatego polecam wziąć ze sobą obiad. Trzeba tam się udać na rowerze, samochodem lub tez na piechotę, ale ważne jest, by stawić się punktualnie, żeby zająć miejsce i żeby nie przeszkadzać innym. Warto wspomnieć, że zamontowano tam klimatyzację. Panuje obyczaj, że dzieci siedzą obok swoich rodziców i wszyscy śpiewają chórem. Przy wejściu rozdaje się kartki papieru. Ci, którzy przybywają z opóźnieniem, mogą korzystać z kartki sąsiada. Kartki muszą być zwrócone na końcu, ażeby mogły być używane kilka razy. Chciałbym tez zaznaczyć, że wszystko, co udaje się zebrać, jest rozdawane ubogim. Poza tym miejsce to jest wyposażone we wzmacniacze dźwięku, aby można było wszystkiego wysłuchać również na zewnątrz. Z balkonów zaś można podziwiać ogół zgromadzonych".

Coś z naszej "działki":

Podczas wycieczki do Niemiec, w maleńkim miasteczku, pewna angielska rodzina spostrzegła niewielki, śliczny domek, który wydal im się świetnym miejscem na spędzenie przyszłych wakacji. Od sąsiadów dowiedzieli się, że właścicielem jest miejscowy pastor. Wkrótce podpisali z nim umowę wynajmu. Po powrocie do Anglii, pani spostrzegła, że nigdzie w domku nie widziała WC, zaniepokoiła się więc, ze będzie to wygódka za domem. Postanowiła napisać do pastora i poprosić o informacje, gdzie się ów przybytek znajduje.
Oto treść listu:
"Drogi Panie! Jestem osobą, która wynajęła Pański domek. Nie wiem jednak, gdzie się znajduje WC. Czy mógłby Pan mi to wyjaśnić?"
Otrzymawszy list, pastor nie zrozumiał skrótu WC i pomyślał z pewnością, że chodzi o Anglikański Kościół niemiecki nazywany Wales Chapet. Odpowiedział więc:
"Szanowna Pani! Doceniam Pani prośbę i mam zaszczyt Panią poinformować, że miejsce, które Panią interesuje, znajduje się 12 kilometrów od domu, co wydaje się nie być wygodne dla tych, którzy chodzą tam często. Dlatego polecam wziąć ze sobą obiad. Trzeba tam się udać na rowerze, samochodem lub tez na piechotę, ale ważne jest, by stawić się punktualnie, żeby zająć miejsce i żeby nie przeszkadzać innym. Warto wspomnieć, że zamontowano tam klimatyzację. Panuje obyczaj, że dzieci siedzą obok swoich rodziców i wszyscy śpiewają chórem. Przy wejściu rozdaje się kartki papieru. Ci, którzy przybywają z opóźnieniem, mogą korzystać z kartki sąsiada. Kartki muszą być zwrócone na końcu, ażeby mogły być używane kilka razy. Chciałbym tez zaznaczyć, że wszystko, co udaje się zebrać, jest rozdawane ubogim. Poza tym miejsce to jest wyposażone we wzmacniacze dźwięku, aby można było wszystkiego wysłuchać również na zewnątrz. Z balkonów zaś można podziwiać ogół zgromadzonych".

----------------

Przychodzą dziennikaze do syna prezydenta. Jeden z nich pyta:
-Gdzie jest Twój Tatuś, w SLD, PSL, czy w PiS?
Na to synek:
-Mój tatuś jest w WC!

----------------

Fredek leży ciężko chory. W odwiedziny przychodzi kolega Hipek i zastaje żonę załamaną, zalaną łzami.
- Ach, panie Hipolicie, Fredek leży w agonii, doktorzy nie robią żadnej nadziei.
- Czy bardzo cierpi?
- Fizycznie nie, ale moralnie cierpi jak skazaniec. Wie, że jest ciężko chory i boi się panicznie śmierci. Pan mógłby podnieść go nieco na duchu.
- Dobrze spróbuję.
Hipek otwiera drzwi do pokoju chorego i tubalnie woła:
- Serwus, Fredek! Umrzemy sobie, co?

Super!! wiedźma - extra!!

Dorzucę coś od siebie - komu nie przeczytam zrywa boki!

Podczas wycieczki do Niemiec, w maleńkim miasteczku, pewna angielska rodzina spostrzegła niewielki, śliczny domek, który wydal im się świetnym miejscem na spędzenie przyszłych wakacji. Od sąsiadów dowiedzieli się, że właścicielem jest miejscowy pastor. Wkrótce podpisali z nim umowę wynajmu. Po powrocie do Anglii, pani spostrzegła, że nigdzie w domku nie widziała WC, zaniepokoiła się więc, ze będzie to wygódka za domem. Postanowiła napisać do pastora i poprosić o informacje, gdzie się ów przybytek znajduje.
Oto treść listu:
"Drogi Panie! Jestem osobą, która wynajęła Pański domek. Nie wiem jednak, gdzie się znajduje WC. Czy mógłby Pan mi to wyjaśnić?"
Otrzymawszy list, pastor nie zrozumiał skrótu WC i pomyślał z pewnością, że chodzi o Anglikański Kościół niemiecki nazywany Wales Chapet. Odpowiedział więc:
"Szanowna Pani! Doceniam Pani prośbę i mam zaszczyt Panią poinformować, że miejsce, które Panią interesuje, znajduje się 12 kilometrów od domu, co wydaje się nie być wygodne dla tych, którzy chodzą tam często. Dlatego polecam wziąć ze sobą obiad. Trzeba tam się udać na rowerze, samochodem lub tez na piechotę, ale ważne jest, by stawić się punktualnie, żeby zająć miejsce i żeby nie przeszkadzać innym. Warto wspomnieć, że zamontowano tam klimatyzację. Panuje obyczaj, że dzieci siedzą obok swoich rodziców i wszyscy śpiewają chórem. Przy wejściu rozdaje się kartki papieru. Ci, którzy przybywają z opóźnieniem, mogą korzystać z kartki sąsiada. Kartki muszą być zwrócone na końcu, ażeby mogły być używane kilka razy. Chciałbym tez zaznaczyć, że wszystko, co udaje się zebrać, jest rozdawane ubogim. Poza tym miejsce to jest wyposażone we wzmacniacze dźwięku, aby można było wszystkiego wysłuchać również na zewnątrz. Z balkonów zaś można podziwiać ogół zgromadzonych".

nie moge... muahahahahahahaha ... genialne... to mi troche przypomina ten kawal:
Podczas wycieczki do Niemiec, w maleńkim miasteczku, pewna angielska rodzina spostrzegła niewielki, śliczny domek, który wydał im się świetnym miejscem na spędzenie przyszłych wakacji. Od sąsiadów dowiedzieli się, że właścicielem jest miejscowy pastor. Wkrótce podpisali z nim umowę wynajmu. Po powrocie do Anglii, pani spostrzegła, że nigdzie w domku nie widziała WC, zaniepokoiła się więc, że będzie to wygódka za domem. Postanowiła napisać do pastora i poprosić o informację, gdzie się ów przybytek znajduje. Oto treść listu:

"Drogi Panie! Jestem osobą, która wynajęła Pański domek. Nie wiem jednak, gdzie się znajduje WC. Czy mógłby Pan mi to wyjaśnić?"

Otrzymawszy list, pastor nie zrozumiał skrótu WC i pomyślał z zawodową pewnością, że chodzi o Anglikański Kościół Niemiecki nazywany Wales Chapet. Odpowiedział więc:

"Szanowna Pani! Doceniam Pani prośbę i mam zaszczyt Panią poinformować, że miejsce, które Panią interesuje, znajduje się 12 kilometrów od domu, co wydaje się nie być wygodne dla tych, którzy chodzą tam często. Dlatego polecam wziąć ze sobą obiad. Trzeba tam się udać na rowerze, samochodem lub też na piechotę, ale ważne jest, by stawić się punktualnie, żeby mieć miejsce siedzące i żeby nie przeszkadzać innym. Warto wspomnieć, że zamontowano tam klimatyzację. Panuje obyczaj, że dzieci siedzą obok swoich rodziców i wszyscy śpiewają chórem. Przy wejściu rozdaje się kartki papieru. Ci, którzy przybywają z opóźnieniem, mogą korzystać z kartki sąsiada. Kartki muszą być zwrócone na końcu, ażeby mogły być używane kilka razy. Chciałbym też zaznaczyć, że wszystko, co udaje się zebrać, jest rozdawane ubogim. Poza tym miejsce to jest wyposażone jest we wzmacniacze dźwięku, aby można było wszystkiego wysłuchać również na zewnątrz. Z balkonów zaś można podziwiać ogół zgromadzonych".

Twoja znajoma z Niemiec proponuje ci wynajecie domu.
-zapytaj ja o cene wynajmu za miesiac
-dowiedz sie o warunki lokalne
-poinformuj ja o twoich mozliwosciach finansowych

-wieviel Miete müsste ich für einen Monat bezahlen
-wie sehen die Wohnmöglichkeiten aus?
-ich könnte etwa 200 Euro pro Monat bezahlen

----
Postanowiłeś wynająć mieszkanie w Hamburgu i idziesz do biura nieruchomości.
•Poproś o przedłużenie aktualnej oferty,
•Poproś o dokładniejsze informacje na temat wybranego przez ciebie mieszkania,
•Zapytaj o cenę,

-ich möchte den Vertrag verlängern
-könnten sie mit etwas nächeres über diese Wohnung sagen?
-wieviel müsste ich im Monat für diese Wohnung bezahlen?

-----
Chcesz wynająć cudzoziemcowi mieszkanie.W rozmowie z zainteresowanym:
-określ lokalizacje mieszkania
-opisz krótko jego wygląd
-poinformuj o warunkach płatnosci

die Wohnung liegt in der Berliner Strasse 15. Es ist eine kleine ruhige Strasse. Sie ist 10min vom Zentrum entfernt.
Es ist eine 5-Zimmer Wohnung, mit Bad, Küche und einer grossen Terasse.
Das Geld können sie auf mein Konto überwiesen

-------
Poszukujesz mieszkania w centrum Stuttgartu.W gazecie znalazłeś ogłoszenie które cie zainteresowało.W rozmowie telefonicznej z osoba wynajmującą zapytaj o:
-wyposażenie mieszkania
-koszt wynajmu
-możliwośc natychmiastowego wprowadzenia się

-wie ist die Wohnung Ausgestattet?
-wieviel muss ich für die Miete zahlen?
-könnte ich sofort einziehen?

--------------
Rozpoczynając studia we Freiburgu i poszukujesz mieszkania.Czytając gazete znalazłeś ofertę dla studenta.Zadzwoń i zapytaj o:
-lokalizacje mieszkania
-koszty wynajmu
-warunki mieszkania

-in welchem Stadtteil liegt diese Wohnung?
-wieviel muss ich für die Miete zahlen?
-wie sieht die Wohnung aus? wiviele Zimmer hat sie?

Mimo, że jest długi, zalecam przeczytanie całego.... buahahahaha

Podczas wycieczki do Niemiec, w maleńkim miasteczku, pewna angielska rodzina spostrzegła niewielki, śliczny domek, który wydal im się świetnym miejscem na spędzenie przyszłych wakacji. Od sąsiadów dowiedzieli się, że właścicielem jest miejscowy pastor. Wkrótce podpisali z nim umowę wynajmu. Po powrocie do Anglii, pani spostrzegła, że nigdzie w domku nie widziała WC, zaniepokoiła się więc, ze będzie to wygódka za domem. Postanowiła napisać do pastora i poprosić o informacje, gdzie się ów przybytek znajduje.
Oto treść listu:
"Drogi Panie! Jestem osobą, która wynajęła Pański domek. Nie wiem jednak, gdzie się znajduje WC. Czy mógłby Pan mi to wyjaśnić?"
Otrzymawszy list, pastor nie zrozumiał skrótu WC i pomyślał z pewnością, że chodzi o Anglikański Kościół niemiecki nazywany Wales Chapet. Odpowiedział więc:
"Szanowna Pani! Doceniam Pani prośbę i mam zaszczyt Panią poinformować, że miejsce, które Panią interesuje, znajduje się 12 kilometrów od domu, co wydaje się nie być wygodne dla tych, którzy chodzą tam często. Dlatego polecam wziąć ze sobą obiad. Trzeba tam się udać na rowerze, samochodem lub tez na piechotę, ale ważne jest, by stawić się punktualnie, żeby zająć miejsce i żeby nie przeszkadzać innym. Warto wspomnieć, że zamontowano tam klimatyzację. Panuje obyczaj, że dzieci siedzą obok swoich rodziców i wszyscy śpiewają chórem. Przy wejściu rozdaje się kartki papieru. Ci, którzy przybywają z opóźnieniem, mogą korzystać z kartki sąsiada. Kartki muszą być zwrócone na końcu, ażeby mogły być używane kilka razy. Chciałbym tez zaznaczyć, że wszystko, co udaje się zebrać, jest rozdawane ubogim. Poza tym miejsce to jest wyposażone we wzmacniacze dźwięku, aby można było wszystkiego wysłuchać również na zewnątrz. Z balkonów zaś można podziwiać ogół zgromadzonych".

Podobno nawet autentyczne:

Podczas wycieczki do Niemiec, w maleńkim miasteczku, pewna angielska rodzina spostrzegła niewielki, śliczny domek, który wydał im się świetnym miejscem na spędzenie przyszłych wakacji. Od sąsiadów dowiedzieli się, że właścicielem jest miejscowy pastor. Wkrótce podpisali z nim umowę wynajmu.

Po powrocie do Anglii, pani spostrzegła, że nigdzie w domku nie widziała WC, zaniepokoiła się więc, że będzie to wygódka za domem. Postanowiła napisać do pastora i poprosić o informacje, gdzie się ów przybytek znajduje.

Oto treść listu:

„Drogi Panie! Jestem osoba, która wynajęła Pański domek. Nie wiem jednak, gdzie się znajduje WC. Czy mógłby Pan mi to wyjaśnić?”

Otrzymawszy list, pastor nie zrozumiał skrótu WC i pomyślał z zawodową pewnością, że chodzi o Anglikański Kościół niemiecki nazywany Wales Chappel.

Odpowiedział więc:

„Szanowna Pani! Doceniam Pani prośbę i mam zaszczyt Panią poinformować, że miejsce, które Panią interesuje, znajduje się 12 kilometrów od domu, co wydaje się nie być wygodne dla tych, którzy chodzą tam często. Dlatego polecam wziąć ze sobą obiad. Trzeba tam się udać na rowerze, samochodem lub też na piechotę, ale ważne jest, by stawić się punktualnie, żeby mieć miejsce siedzące i żeby nie przeszkadzać innym. Warto wspomnieć, że zamontowano tam klimatyzacje. Panuje obyczaj, że dzieci siedzą obok swoich rodziców i wszyscy śpiewają chórem. Przy wejściu rozdaje się kartki papieru. Ci, którzy przybywają z opóźnieniem, mogą korzystać z kartki sąsiada. Kartki musza być zwrócone na końcu, ażeby mogły być używane kilka razy. Chciałbym też zaznaczyć, że wszystko, co udaje się żebrać, jest rozdawane ubogim.

Poza tym miejsce to jest wyposażone we wzmacniacze dźwięku, aby można było wszystkiego wysłuchać również na zewnątrz. Z balkonów zaś można podziwiać ogól zgromadzonych”.

Byłem w wakacje w okolicach suwałk przjeżdzałem przez wsie to co zobaczyłem przeszło moje najgorsze obawy. Rolnicy pracują na sprzęcie
pamietającym czasa Obywatela stalina. 50 % samochodów z czasów pana gierka. A domu mogą zostac uznane za stojace muzea stare drewniane spróchniałe. Imy tu mówimi o państwie rozwinietym jakim jest Polska.
Mówisz maxio zeby jechac do warszawy <hmmm> tak prace znaleźć tam łatwo ale cóż jak sie tam utrzymać pytam warszawa to jedno z najdrorzszych miast na Świecie!!!! I weś tu bądź mądry. Dlatego ludzie wolą jechac za granice.


Mi też się zdarzją błędy ale bez przesadyzmu ... (weś i etc )

Warszawa to nie jest takie drogie miasto jakkomukolwiek może się wydawać. Ceny towarów i usług nie odbiegają zasadniczo od innych miast. Wynajem/kupno mieszkania też (troche drożej) a pensje zasadniczo . Np. średnia pensja na ludzi mieszkających na mokotowie to około 4,5 tyś zł brutto .
Mam znajomych wielu "imigrantów" z poza Warszawy którzy sobie niezle radzą , dobrze zarabiają , i na niezłym poziomie żyją .

Chcesz zobaczyć gdzie naprawde życie jest drogie ? Warszawe porównując do Francji ,Niemiec czy Wielkiej Brytanii to naprawde tanie miasto .Poczytaj przewodniki dla niemców czy Anglików po Warszawie i ceny .

Ludzie wyjeźdzają za granicę bo tam są anonimowi . Tam się nie wstydzą podejmować taką robotę jaką w Polsce gardzili by . Oczywiście tam są większe pensje ale i koszta są większe niż np. w Warszawie .
Tam mogą żyć naprawde w dziadoskich warunkach i pracować po 12 h na dobe i wpieprzać mielonke z puszek a w Polsce na takie warunki by się nie zgodzili . Teoretycznie wyższa pensja ale jak zaczniesz żyć to poczujesz różnice w wynajmnie mieszkania , zakupach , benzynie i etc...

Tam wszystko od benzyny po rogaliki w sklepie więcej kosztuje i to często kilkukrotnie . Najłatwiej jest porównać poprzez siłę nabywczą pieniądza . I co się okazuje że minimalna pensja w tym kraju (licząc po sile nabywczej) to jest różnica 2 może 2,5 raza max :
Realna siła nabywcza pieniądza i pensja minimalna :
Wg. Eurostatu to wygląda tak :
Polska : 410 Euro
Hiszpania : 696 Euro
Portugalia : 582 Euro
Irlandia : 1024 Euro
UK : 1186 Euro
Więc to że ktoś zarabia np. 1000 funtów w UK to nie jest to samo jakby zarabiał 1000 funtów w Warszawie .
Kiedyś próbowałem sobie zrobić taki wspólczynnik i mi wyszło że mniejwiecej ceny produktów we Francji takie co kupujesz je codziennie to jest od 2 do 4 razy cena w Polsce .

W lutym i w marcu truskawki były po 3,5 - 4 euro za kg. Potem cena spadła do 2-2,5. Ostatnio kupiłam kilogram za 1 euro. Na laiki najlepiej chodzić przed samym ich zamknięciem, wtedy wszystko sprzedają za połowę ceny. Tylko ryb nie kupowałabym tam o tej porze dnia, bo jak one sobie poleżą parę godzin na słońcu, to ich "świeżość" jest bardzo wątpliwa
Koszty wynajmu mieszkań w Atenach są różne, w zależności od dzielnicy i standardu oczywiście, najtaniej można wynająć coś w samym centrum i na Pireusie, gdzie indziej ciężko jest znaleźć małą garsonierę za 200 euro. Za prąd płacę około 40-50 euro za dwa miesiące (rachunek przychodzi co dwa miesiące) i też nie mam ani klimatyzacji ani nie wiadomo jakich urządzeń elektrycznych w domu, poza boilerem, pralką, lodówką i kuchenką elektryczną, ale one są niezbędne. Woda - około 20 euro na kwartał. W zimie oczywiście jest zrzutka na olej opałowy, ale właścicielka kamienicy, w której mieszkam grzeje oszczędnie, więc musimy się dogrzewać grzejnikiem, co podnosi koszty.
Ja robię zakupy w Championie, bo mam akurat pod nosem. Do Lidla mam za deleko, a poza tym nie lubię go, bo w tym, który jest w mojej dzielnicy jest niemiła obsługa.
Fakt, że wszystko tu drożeje, może nie tak drastycznie z dnia na dzień, ale powoli i sukcesywnie. Ta sama oliwa, którą kupowałam tu trzy lata temu za niecałe 2 euro za litr, teraz kosztuje ponad 4 euro. Ostatnio robimy zrzutkę w kilka osób i przywozimy beczkę oliwy z Kalamaty, takiej dobrej, tłoczonej na wsi tradycyjnym sposobem, a nie w fabryce.
A jakie są ceny w Niemczech?


Tutaj z cenami jest tragedia. Jak paliwo idzie w gore, to i cala reszta za tym. Ostatnio bardzo podrozal np. nabial - za 1l mleka placimy 0,70 centow. Koszty utrzymania, oplata za prad, gaz, jest bardzo wysoka. wynajmujemy mieszkanie 80m2 - placimy za nie 615 euro, a za prad - zlapiecie sie za glowe, 172 Euro miesiecznie, ale wiadomo jak sa dzieci to zawsze idzie wszystkiego wiecej, pralka chodzi, mikrofalowka chiodzi, ale staramy sie rowniez jak idzie zaoszczedzic. Noi wiadomo owoce drogie, nawet jak lato jest, nie tak jak w Grecji, rzeczywiscie na to moze sobie tu pewnie kazdy pozwolic. Acha za benzyne teraz placimy przecietnie 1,54 za litr, jak wyglada sytuacja w Grecji?

Hej, pracowałam w tej firmie w 2005 roku i moja mama też. Sam wynajem domku moze i kosztuje 800 euro ale nie jest w to wliczone woda prąd i ogrzewanie które zużywają mieszkańcy a które firma musi opłacić. My mieszkałyśmy w budynku gdzie dawniej mieścił się hotel z restauracja. Nasz pokój miał około 20 m kwadratowych i spało nas tam 5, w każdym pokoju łazienka i toaleta, w pokoju okrągły stół z krzesłami mały telewizorek i duze szafy na ubrania. Oprócz tego były jeszcze trzy pokoje, 2 zajmowały dwie pary a 1 trzech facetów i w każdym pokoju te same warunki, moim zdaniem bardzo dobre. Na dole był duzy salon, który był jednocześnie jadalnią - kanapa, stoły krzesła, telewizor. Obok mieściła się duża kuchnia podzielona na dwie części - w jednej była spora kuchnia gazowa, zlewozmywak itp, a w drugiej stały 2 chłodziarko-zamrażarki, potem dowieziono nam trzecią małą.Z racji tego że w lipcu kończyłam 19, a w czerwcu zaczęłam tam pracować podniesiono mi stawkę za godzinę, wówczas ja miałam na rękę ok. 5.70 e za godzine a mama prawie 7 euro, takie były wtedy warunki regulowane jakimiś przepisami, jak jest teraz niewiem. Pracowałam około 9 tygodni, co tydzień dostawało sie tzw. jaarograph - wykaż przepracowanych godzin i nadgodzin (te były płatne 100% stawki godzinowej brutto) po odjęciu tego co poszło mi na życie, przyjemności itp, do polski przywiozłam 1100 euro. Po ok. dwóch miesiącach od powrotu do domu dostałam zwrot tzw. wakacyjnego i chorobowego które mi odciągano a którego nie wykorzystałam - ok. 1.700 złotych, a po roku jak rozliczyłam się z podatku (rozliczałam sie w Holandii) dostałam zwrot 509 euro. Weekendy były wolne, chyba że ktoś chciał nadgodziny, ja nadgodziny zrobiłam tylko raz, bo wiecej nie chciało mi sie po tygodniu pracy. Wstawałam o 4.30, o 5.00 miałam transport do zakładu pracy, pracę zaczynałam około godz. 6.15 lub 6.30 do 17.00 w tym były 3 przerwy dwie 10 minut i jedna 15 lub 20. Kawa herbata i jakieś "Gorące kubki" były na stołówce dostępne dla wszystkich, w domku byłam z powrotem około godziny 18.00 wieczorem. W zeszłym roku pojechałam do pracy za pośrednictwem Gastrojob do Niemiec, pracowałam jako kelnerka codziennie od 8.30 do 23.30 - 24.00. obowiązywało mnie rozkładanie stołów i krzeseł na tzw. tarasie (bicepsy se wyrobiłam ) mycie maszyn, stolików, utrzymanie czystości na stanowisku itp. Praca 7 dni w tygodniu, wolne przysługiwało raz na dwa tygodnie od rana do godziny 19.00 i nie mogła byc to sobota lub niedziela. Pracowałam 6 miesięcy (miałam pracować 9 ale zwiałam) od 8 marca do 27. sierpnia, o zjeździe do Polski nie było mowy nawet na święta wielkanocne. Miałam 1200 e na miesiąc, napiwki były dla szefa, ale za mieszkanie obiady i kolacje itp nie płaciłam to gwarantował właściciel kawiarni.Tak więc macie porównanie.

Witam Serdecznie, czy ktoś sie orientuje w cenach wynajmu części domu w niemczech (w granicach 50-70 KM od Berlina).

Potrzebuje

1-2 pokoje, łazienke, kuchnie możliwość parkowania samochodem pod domem.

Z góry dzięki za pomoc

Apartament z widokiem na Morze Czerwone

Inwestorów przyciągają oferty zarówno z Hiszpanii, Francji czy Portugalii, jak i Rumunii, Bułgarii, Czarnogóry i Chorwacji. Ostatnio coraz popularniejsze staje się również wybrzeże Egiptu.

Zagraniczne mieszkania czy domy kupujemy dziś przeważnie w dwóch celach – z myślą o ich wynajmie lub wysokiej stopie zwrotu – zauważa ‼Rzeczpospolita”. Coraz popularniejsze staje się kupowanie nieruchomości, głównie w celach inwestycyjnych, w USA czy też krajach, w których obowiązującą walutą jest dolar amerykański. Jak zauważa dziennik, warto przyglądać się szczególnie tym krajom, które do tej pory znajdowały się na marginesie aktywności inwestorów z całego świata, ale od lat są w centrum zainteresowania turystów. Turysta to bowiem potencjalny najemca naszej nieruchomości na okres wakacji.

Sporym zainteresowaniem cieszy się ostatnio Egipt – coraz więcej inwestorów, m.in. z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Rosji, szuka tu ciekawych ofert – czytamy dalej. W efekcie w niektórych miejscowościach ceny rosły nawet w tempie 250 proc. rocznie. Podczas gdy sześć lat temu metr kwadratowy kosztował ok. 600 funtów egipskich, czyli ok. 300 złotych, dziś stawki te sięgają 1,2 – 5 tys. funtów. Mimo to są to stawki wciąż atrakcyjne. Szoku nie wzbudzają też ceny mieszkań i apartamentów w nowych projektach, które powstają głównie z myślą o cudzoziemcach w egipskich kurortach na riwierze Morza Czerwonego. Metr kwadratowy w nowym mieszkaniu kosztuje ok. 2500 funtów egipskich za stan surowy. Mieszkania w lepszym standardzie wykończenia kosztują ok. 3 – 3,2 tys. funtów egipskich. Lokal w standardzie pod klucz to wydatek ok. 4 tys. funtów egipskich za każdy metr. Niemal o połowę tańsze są Aleksandria i Kair.

Źródło: ‼Rzeczpospolita”

Egipt to całkiem przyjemny wybór, baza wypadowa na kitesurfing jak znalazł.

Eksperci od spraw budowlanych przewidują wzrost cen nieruchomości w regionie przygranicznym Niemiec. Ogólnokrajowa tendencja spadkowa podsycana jest tu przez popyt z Luksemburga.

Dobry rozwój gospodarki oraz ożywiający się rynek pracy wzmocniły popyt na nieruchomości w całych Niemczech. Rozwój cen nie jest przy tym jednolity. Na niezmienionym poziomie utrzymują się w ostatnim czasie ceny na domy wolnostojące, podczas gdy domy szeregowe i mieszkania własnościowe można w wielu przypadkach nabyć za niższą cenę niż wcześniej.

W okolicach Trewiru rynek nieruchomości zachowuje się odmiennie, gdyż wspierany jest przez popyt z Wielkiego Księstwa. Główną rolę odgrywają tutaj różnice cenowe: według danych LBS średni koszt budowy domu jednorodzinnego w Luksemburgu wynosi około 340 tys. euro, a na zachodzie Niemiec około 224 tys. euro.

Na poziomie ogólnokrajowym zanotowano znaczne zmniejszenie ilości wydanych pozwoleń
na budowę. Sytuacja ta dotyczy rownież miasta Trier (-18%) oraz powiatu Vulkan-Eifel (-14%). Wpływ popytu luksemburskiego zauważalny jest natomiast ewidentnie w powiatach Trier-Saarburg (+25%), Bernkastel-Wittlich (+22%) oraz Bitburg-Prüm (+21%). Taka sytuacja spowodowana jest wyłącznie przez bliskość Luksemburga.

Ogólnie w Niemczech buduje się - głównie w aglomeracjach - dużo mniej niż wynosi zapotrzebowanie. Eksperci oczekują w roku 2007 negatywnego rekordu w historii Niemiec -tylko około 200 tys. wydanych pozwoleń na budowę. W wielu miejscach liczba mieszkań będzie w przyszłości malała. To oznacza w przyszłości ponowny wzrost cen wynajmu i zakupu mieszkań.

Źródło: Trierischer Volksfreund.

Mieszkam w Kanadzie od 1992 roku wiec wiekszosc z tych spraw
zalatwialem juz dosc dawno i moje informacje moga byc nieaktualne.  Za
prawo jazdy wez sie jak najszybciej gdyz, przynajmniej kiedys, czekalo
sie dosc dlugo na egzamin z jazdy.  Na polskim miedzynarodowym mozna
bylo kiedys jezdzic w Ontario do 3 miesiecy.  Egzamin teoretyczny jest
bardzo latwy.  Kazda prowincja ma inny system - nie wiem gdzie
jedziesz.  Podstawowy abonament telefoniczny wykupujesz gdzie chcesz -
Bell Canada jest chyba najwieksza kompania w calej Kanadzie ale jest
tez wiele innych.  Polaczenia miedzymiastowe/miedzynarodowe (long
distance)mozesz podpisac z kims innym.  Nie ma czegos takiego jak w
Polsce, ze licza impulsy w podstawowym abonamencie.  Mozesz rozmawiac
24h/dobe (lokalnie tzn w swojej area code), miesieczna oplata jest taka
sama.  Jezeli chodzi o miedzmiastowe/miedzynarodowe to jest bardzo duzy
wybor companii.  Najtaniej chyba w dalszym ciagu wychodzi na karty
telefoniczne, ale ja ich nie uzywam.  Zrazilem sie wiele lat temu kiedy
dopiero wchodzily na rynek i czasami jakosc rozmow z Polska nie byla
najlepsza.  W tej chwili nawet nie uzywajac kart sa to groszowe roznice
- ja, poprzez kompanie, ktora uzywam do rozmow miedzynarodowych place
okolo 5 centow za minute do Polski.  Sam telefon kupujesz po prostu w
sklepie.  Dostep do Internetu jest bardzo dobry - kabel albo IDSL.
Kabel jest chyba w dalszym ciagu mniej popularny.  Sa rozne pakiety i
rozne ceny.  Jezeli zdecydujesz sie na IDSL to radzil bym podpisac z
kims, kto pozwala na posiadanie swojego modemu boi inaczej bedziesz
placil okolo $10/miesiac za samo rentowanie modemu.  Ja, ze swoim
modemem za polacenie 3Mb/s bez ograniczen ile moge zrobic download w
miesiacu (na to tez zwroc uwage) place okolo $35.00/miesiac.  Sa tez
tansi - kwestia tylko, czy dobrzy.  Na SIN czeka sie krotko,
podejrzewam, ze w przeciagu dwoch tygodni od zlozenia papierow bedziesz
go mial.  Wynajem mieszkania - nie mysle, zebys musial miec SIN,
wystarczy jakikolwiek dokument (polski paszport, landed immigrant, itd)
jezeli w ogole bedzie potrzebny.  Kiedys trzeba bylo zaplacic za dwa
miesiace od razu - za pierwszy i kaucje za ostatni i nie mysle, ze
wiele sie zmienilo pod tym wzgledem.  Dokumenty - jezeli wyjezdzasz na
stale, to dlaczego chcesz zostawiac oryginaly w Polsce.  Kopie powinny
byc potwierdzone (notarialnie?) wiec jezeli zamierzasz to robic to w
Polsce wyjdzie Cie chyba taniej.  A tak w ogole to poza aktem urodzenia
(oryginal po polsku) ktory bedzie Ci potrzebny jak Ci sie polski
paszport skonczy i bedziesz chcial wyrobic nowy to mi zaden inny polski
dokument albo jego tlumaczenie nie bylo w Kanadzie potrzebne -
zmarnowane pieniadze.

No i tak na koniec - jechac/zostac...  Trudne pytanie.  Nie wiem na
jakiej zasadzie jedziesz - czy od razu do jakiejs konkretnej pracy, czy
inaczej.  Osobiscie, gybym mial znowu wybor i wiedzial to co wiem, to
nie wiem, czy bym drugi raz wyjechal.  Nie znaczy to, ze bym nie
wyjechal - po prostu nie wiem i moze dobrze, ze nie musze znowu
dokonywac takiego wyboru.  Na pewno trzeba miec duzo wytrwalosci - do
wszystkigo.  Pamietaj, ze wyjezdzasz za ocean.  To troche inaczej, niz
emigracja na przyklad do Niemiec czy Anglii skad mozna nawet na weekend
pojechac do Polski.  Jedziesz z zona - kobiety tesknia o wiele
bardziej....  I trzeba chyba byc do emigracji po prostu stworzonym.
Mam wielu znajomych, dla ktorych Kanada jest pierwszym domem przed
Polska, a sa tez tacy (na przyklad moja zona), ktorzy nigdy do konca
nie poczuja sie w Kanadzie 100% u siebie.  Na pewno decyzja o wyjezdzie
powinna byc wspolna i jezeli juz zdecydujecie sie jechac to trzeba byc
100% przekonanym, ze to jest to, co naprawde chcecie zrobic.  Zycze
powodzenia.



A może Pan przedstawić jak ta sytuacja wyglądałaby w Berlinie? Monachium
wybrałem, ponieważ mieszkają tam znajomi i mogliby mu czasami pomóc w
niewielkich problemach. Ale może być to również Berlin (zawsze trochę blizej).
Jeżeli chodzi o mieszkanie to rozważam dwie opcje: internat lub wynająć
mieszkanie. O ile znam orienatcyjne ceny wynajmu o cenach zakwaterowania w
internacie nie wiem nic.


o internatach też niewiele wiem. Mieszkam w Berlinie i dzieciaki chodzą
do szkoły mieszkając w domu.

Jakie może być czesne w  prywatnym gimnazjum w Niemczech?


Są znaczne rozpiętości. Zaczyna się od kilkunastu EUR na miesiąc
(+cołaska),
często czesne jest proporcjonalne do zarobków. Bardziej "elitarne"
szkoły, jak np. Salem z internatem http://www.salemcollege.de/ mają to
czesne 100* wyższe. Wbrew pozorom szkoły z internatem mają na ogół dużo
niższy poziom od szkół bez internatu, tak samo szkoły prywatne
(większość, nie wszystkie!) mają niższy poziom od szkół państwowych.

Co do Berlina, to zacząłbym "z tyłu sklepu", znaczy poszukałbym
gimnazjum odpowiadającego profilem i poziomem syna. W Berlinie jest
system trochę podobny do polskiego, znaczy 6 klas podstawówki, potem
szkoła średnia. Jest ich kilka różnych, ale koncentrujmy się na
gimnazjum. Jest jeszcze inny rodzaj gimnazjum, zbliżony do bawarskiego
systemu, gdzie dzieciaki zaczynają edukację po 4 klasie podstawówki. Te
są w zasadzie zarezerwowane dla Bonnzai, czyli przybyszów z Bonn (tam
też gimnazjum od 5 klasy).
Gimnazjum dzieli się na 2 etapy: klasowy i kursowy. W klasowych masz
zajęcia w zaspole klasowym (do 9 lub 10 klasy), w kursowym trzeba wybrać
odpowiednie kursy (są kursy obowiązkowe: Pflichtfächer, kursy
obowiązkowe z listy do wyboru np. geografia lub biologia lub coś tam:
Wahlpflichtfächer i kursy do wolnego wyboru: Wahlfächer). W szstemie
kursowym klasy są już wymieszane. Na marginesie, w Berlinie religia nie
jest przedmiotem obowiązkowym, ale jak się chce, to jest w szkole
przynajmniej religia katolicka i ewangielicka. W niektórych szkołach
także islam.
W przypadku twojego syna najlepiej byłoby od razu wskoczyć na kursy. W
niektórych szkołach (większości) jest dla takich "wskakujących"
obowiązkowa "rozmowa kwalifikacyjna", czyli po prostu egzamin testujący
poziom ucznia (egzaminem tego nazwać nie wolno ;-)). W szkołach
państwowych obowiązkowy jest też meldunek w danym landzie, dla
"obcokrajowców" (np. brandenburgczyków mieszkających 100m od szkoły po
drugiej stronie płota) są kontyngenty, ale pierszeństwo mają tubylcy.
Jest też regionalizacja gimnazjów (z wyjątkami, w przypadku specjalnych
profili).

Bottom line: poszukaj gimnazjum (np. w sieci) w odpowiedniej dzielnicy (
w Berlinie IMHO najwyższy poziom mają gimnazja w Steglitz, Zehlendorf,
Wilmersdorf, Charlottenburg). Idź (lub napisz) do dyrekcji i spytaj, jak
to u nich wygląda. Dopiero jak masz coś w ręku (najlepiej 2-3
alternatywy) podążaj ścieżką oficjalną.

Aha, gimnazja (prawie wszystkie, są 2-3 wyjątki) biorące od 5 klasy mają
obowiązkową łacinę od 5 klasy (grekę często też, jako 3 język, ale to
potem) i jak syn łaciny nie zna, bym go tam nie pchał.
Gimnazja z wysokim poziomem w Berlinie to np. Graues Kloster,
Canisius-Colleg oraz Werner-von-Siemens Gymnasium. To ostatnie trochę
znam, tam chodzi mój syn. Należy ono do tych wyjątków: 2 ciągi klasowe
zaczynają się od klasy 5, a obowiązkowe języki obce to angielski od 5
klasy i francuski od 6. Do wyboru jako 3 język jest jeszcze łacina,
hiszpański i rosyjski. Za to te ciągi nie mają8 klasy, z 7 dzieciarnia
idzie do 9).
Są jeszcze gimnazja z fakultatywnym polskim, ale nie wiem które.

Jak masz jeszcze jakieś pytania, to wal prywatnie (chyba, że kogoś tu to
jeszcze interesuje).

Waldek



Witam szanownych grupowiczów.
Podjąłem decyzję o emgracji (w zamyśle na stałe).
Mam 33 lata. Z wykształcenia jestem informatykiem, posiadam
kilkunastolenie doświadczenie zawodowe w programowaniu.
Znam język angielski na słabym poziomie komunikatywnym (troszkę lepiej
czytam dokumentację techniczną), ale mam zamiar się jeszcze trochę
podszkolić :)
Mam dylemat odnośnie kraju emigracji :( Na celownik wziąłem:
- Finlandia
- Szwecja
- Irlandia
- Wielka Brytania
- Holandia
Jak "ćwierkają wróble", są to kraje, w których jest największe
zapotrzebowanie na informatyków.
Do żadnego z tych krajów "nie czuję mięty", więc pozostaje mi rozważanie
plusów i minusów każdego z nich.
Proszę, podzielcie się swoimi doświadczeniami. Jak żyje się w tych
krajach? Może polecicie jakieś inne? Jak kształtują się płace, koszty
życia? Jakie są bonusowe świadczenia socjalne, prawa emerytalne, opieka
zdrowotna? Jak ze świętami i urlopem wypoczynkowym? Jak z uznawaniem
dyplomów (kwalifikacji), pozwoleniami na pracę i opodatkowaniem?
Wiem, że zaraz odezwą się słowa krytyki "google.. itp".
Oczywiście, dane można zdobyć, ale nie prezentują one subiektywnego
odczucia polskiego emigranta. Jak żyje się w danym kraju? Co was
zaskoczyło pozytywnie, a co negatywnie?
Z góry dziękuję za wszelkie opinie.
Pozdrawiam
Marcin


Polecam Niemcy. Praca wykonywana jako "wolny zawód" (jest to coś
pomiędzy pracą na etat a własną firmą) we współpracy z jedną z firm
consultingowych takich jak Hays, Tieto Enator, TOPjects. Płace zaczynają
się od 100k EUR/rok + VAT. Praca 8h/dziennie, 20 dni urlopu w roku.
Obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne, dobrowolne emerytalne. Podatki od
działalności - 30%.

We wszystkich szanujących się firmach angielski jest językiem codziennej
komunikacji, bo 70% pracowników to obcokrajowcy. Wymagana znajomość to
poziom komunikacyjny. Język niemiecki jest mile widziany, ale nie
konieczny. Jego znajomość ułatwia jednak codzienne życie i sprawy takie
jak wynajem mieszkania na przykład. Z drugiej strony masa Niemców mówi
po angielsku. Jest nawet duża szansa, że trafi się na takiego landlorda.

Jeżeli chodzi o ceny, to jest tutaj bardzo tanio w porównaniu do UK czy
ROI. Żywność nieznacznie droższa jak w Polsce, ubrania i elektronika po
identycznych cenach.

Życie w Niemczech jest wygodne. Jest tu rewelacyjnie rozbudowana
komunikacja publiczna. Ceny niezbyt wysokie. Bilet tygodniowy w obrębie
granic dużego miasta kosztuje ca. 15 Eur.

Ludzie są mili i generalnie pozytywnie nastawiani do obcokrajowców.
Niemcy mają niesamowitą zdolność do asymilacji przybyszów. Nie ma tutaj
sytuacji podobnych np. do UK, gdzie każda grupa obcokrajowców trzyma się
razem i nie dopuszcza do swojego kręgu innych. W Niemczech nawet
Afrykanie czują się swobodnie i są uważani za Niemców. Dla Polaków może
to brzmieć jak konfabulacja, ale na prawdę tak to wygląda. Niestety w
Polsce nie dostrzeżono jeszcze, że minęło już 60 lat po tym krótkim,
haniebnym okresie w historii tego kraju.

Na koniec napiszę, że pogoda jest tu o niebo lepsza niż w UK i że mi
żyje się tutaj rewelacyjnie. No i może jeszcze to, że blisko mi stąd do
Domu.

Pozdrawiam!


| news:afs3c2

| Zdecydowanie prowadzila USNavy.
| Koncepcje zespolow lotniskowcow i uderzen czysto lotniczych miala od
| manewrow 1937r.

Jakich manewrów?


Dorocznych. Nie znam daty. Tyle tylko, ze wtedy mieli juz nowoczesne (mniej
wiecej lotnictwo) to i wnioski wyciagneli prawidlowe.

| Miala najlepsze mysliwce,
W 1939 czy w 1941?


:-) Obu.

Mam nadzieje, ze zgadzasz sie, iz Clode vs F2A nie ma co porownywac, zas F4F
ma osiagi praktyczne porownywalne z Zerem (poza zwrotnoscia) i nieslychanie
wieksza odpornosc, tudziez sensowniejsza artyleria czynia z niego lepszy (!)
mysliwiec.

| dobre bombowce nurkujace i wystarczajace
| torpedowce.

Tia, Devastatory i ich torpedy blado wypadały w porównaniu z Kate i ich
torpedami (maksymalna prędkość i wysokość zrzutu zwłaszcza).


Akurat to jest sprawa _torpedy_ a nie samolotu. Ja postawilbym znak rownosci
miedzy Dev. i Kate. Oba przenosily w koncu po jednej torpedzie...

SBD IMHO nieco lepszy od Vala.


Nieco to 540kg bomb do 370 kg bomb (46%), wieksza predkosc maksymalna na 2
razy wiekszej wysokosci przelotowej itp drobiazgi...

| Miala najbardziej rozwiniete prace nad wdrozeniem radaru.
Ale jeszcze radaru nie mieli.


Jedynie Niemcy i Anglicy mieli _ten sam poziom_ rozwoju

| Wielkim problemem byl plan FDR wciagniecia USA do wojny przez Japonie, w
| trakcie ktorego skoncentrowano Flote Pacyfiku w malej, peryferyjnej i
nie
| posiadajacej odpowiednich urzedzen bazie, co oczywiscie odbilo sie na
| poziomie gotowosci bojowej.
Peryferyjna baza?? z 15k garnizonem, stocznią remontową, suchymi i
pływającymi dokami i zapasami dla floty na rok? ponad 300 samolotów na
okolicznych lotniskach??


W roku?
W kwietniu 1940, gdy po dorocznych manewrach FDR kazal skoncentrowac eskadry
z Zachodu USA na Hawajach admiral James O. Richardson (w tym czasie
glownodowodzacy _calej_ Floty Stanow Zjednoczonych) pisal do Waszyngtonu ze
w PH:

"1.Brak podstawowych urzedzen do szkolenia zolnierzy.
2.Brak wystarczajacych zapasow paliwa i amunicji.
3.Brak jednostek pomocniczych, tak jak holowniki i okrety warsztatowe.
4.Sa problemy z utrzymaniem wysokiego morale zolnierzy oderwanych na dlugi
czas od ich rodzin (brak mieszkan dla rodzin, a nawet mozliwosci ich
wynajmu/zbudowania w poblizu bazy)
5.Brak infrastruktury remontowej, suchych dokow, warsztatow naprawczych."

Pan admiral stracil 5 miesiecy na wojne z Bialym Domem o powrot okretow do
portow macierzystych. Przyplacil te wojne kariera, a jego miejsce zajal
Husband (:-)) Kimmel ...

Bernard Korzeniewicz, Bendin
$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
"I find your lack of faith disturbing"
Darth Vader




Mam nadzieje, ze zgadzasz sie, iz Clode vs F2A nie ma co porownywac,


Ech, nadzieja... Porównania dokonał już Maciej S. Orzeszko.

zas F4F
ma osiagi praktyczne porownywalne z Zerem (poza zwrotnoscia) i
nieslychanie
wieksza odpornosc, tudziez sensowniejsza artyleria czynia z niego lepszy
(!)
mysliwiec.


F4F miał gorszy zasięg, prędkość wznoszenia i nurkowania. Po za tym A6M miał
2*20+2*7,7 a F4F 4*12,7 - uzbrojenie zdecydowanie porównywalne.

Akurat to jest sprawa _torpedy_ a nie samolotu. Ja postawilbym znak
rownosci
miedzy Dev. i Kate. Oba przenosily w koncu po jednej torpedzie...


Avenger też. Ciekawe, czemu wymienili Dev. na Av. :

Nieco to 540kg bomb do 370 kg bomb (46%), wieksza predkosc maksymalna na 2
razy wiekszej wysokosci przelotowej itp drobiazgi...


Mniejszy zasięg, gorsza zwrotność (fakt, że lepsze uzbrojenie strzeleckie).

Jedynie Niemcy i Anglicy mieli _ten sam poziom_ rozwoju


I cóż z tego? Radaru nie mieli. Za to Japońce mieli lepsze lornetki nocne.

W roku?


1941

"1.Brak podstawowych urzedzen do szkolenia zolnierzy.


Tego nie wiem.

2.Brak wystarczajacych zapasow paliwa i amunicji.


Ciekawe, co uznawał za wystarczające. Jakoś większość historyków (Morisson,
Flisowski, Dunningam) są zgodni, że gdyby Nagumo przeprowadził trzeci atak
na PH i wyeliminował zapasy, zwłaszcza paliwa, to by cios zadany Flocie
Pacyfiku byłby znacznie większy.

3.Brak jednostek pomocniczych, tak jak holowniki i okrety warsztatowe.


Na zdjęciach z 1941 było tego pełno. Kwestia przebazowania z baz na
wybrzeżu.

4.Sa problemy z utrzymaniem wysokiego morale zolnierzy oderwanych na dlugi
czas od ich rodzin (brak mieszkan dla rodzin, a nawet mozliwosci ich
wynajmu/zbudowania w poblizu bazy)


A to dziwne. Sporo oficerów mieszkało w Honolulu.

5.Brak infrastruktury remontowej, suchych dokow, warsztatow naprawczych."


Zdaje się, że Pennsylvania i 2 niszczyciele przechodziły akurat 7.12.1941
remont w suchym doku. Może przez te półtora roku wybudowali.

Pan admiral stracil 5 miesiecy na wojne z Bialym Domem o powrot okretow do
portow macierzystych. Przyplacil te wojne kariera, a jego miejsce zajal
Husband (:-)) Kimmel ...


Ocho, może zaczniemy nowy cykl? :) rozgrywki biurowo-karierowe w wojsku :)
opis słynnych wojen (wojna Smithów), spektakularnych upadków (Hashimoto po
bitwie koło Wysp Komandorskich), ciekawych przypadków (zastąpienie Halseya
przez Spruancea wskutek choroby tego pierwszego przed bitwą o Midway),
wpadek (jeden kongresman publicznie wypaplał,że Japończycy źle nastawiają
zapalniki bomb głębinowych, przez co amerykańskie op uchodzą cało,
szacunkowo kosztowało to życie załóg kilkunastu amerykańskich op)...

Pozdrowienia, Don Peppone


PERSPEKTYWY W LUBINIE:

Miałem ochotę sobie pogawędzić a tymczasem wypada odpowiedzieć na pytanie o perspektywy w Lubinie. Jak ja zaczne analizować rynek pracy i udowadniać, że "praca jest" to się zaraz zacznie długa dyskusja gdzie każdy będzie tkwił przy swojej racji więc odpowiem z innej beczki.

RÓBCIE W LUBINIE BIZNES!!!

Otóż macie - Szanowni Młodsi Koledzy - teraz zupełnie inne (lepsze) warunki rozwoju w Lubinie niż miałem ja dawniej:

1. macie o wiele taniej całą infrastrukturę telekomunikacyjną której ja nie miałem kiedyś - macie szerokopasmowy internet, komórki - czyli rynek handlu i pracy zdalnej - regionalny, krajowy, światowy, europejski nie ruszając tyłka z domu!!! to samo w sobie mocno likwiduje problem odizolowanej "wiochy" (ja spokojnie mogę obsługiwać klienta w Warszawie czy w Londynie!)

2. Macie naokoło dość mocno zaludniony i gospodarczo rozwinięty, bogaty region w promieniu 1h spokojnej jazdy w jedną stronę (w dużym mieście się do pracy/klienta łącznie dłużej jedzie) - i macie o wiele tańsze samochody przy wyższych zarobkach - kiedyś maluch to było marzenie i się powoli zarabiało na niego - a teraz już licealiści jeżdżą przyzwoitymi autkami, bo ojciec-górnik kupi coś na 18tke! Mobilność to podstawa!

3. Macie w związku z powyższym regionalny, dziewiczy rynek, wciąż mocno nienasycony usługami i handlem w porównaniu do dużych miast (ja po niektóre produkty i usługi dla mojej firmy jeżdżę aż do Wrocławia! zwraca mi się czas i benzyna!) To setki tysięcy potencjalnych klientów.

4. Macie tańsze czynsze na wynajem lokali niż w wielkich miastach, a z resztą można rozpoczynac biznes nawet u siebie w domu, w przydomowym garażu zaczynał Microsoft!!!

5. Macie tutaj całkiem wygodne do życia i pracy miasto, z całkiem wygodną infrastrukturą, z łatwym dojazdem do urzędów i potrzebnych dla przedsiębiorcy miejsc. (W Poznaniu, gdzie zaczynałem, wyprawa do ZUS, skarbówki i banku to czasem dzień z głowy! Same pół godziny szuka się miejsca parkingowego nie mówiąc o kolejce w urzędzie!!! znajdź miejsce parkingowe w centrum poniżej 15 minut krążenia autem w godzinach szczytu to jesteś bohater, i to przy kilku- kilkunastu zł opłaty parkingowej!)

6. Lubin ma piękną lokalizację! Macie w końcu relatywnie blisko do waszego wymarzonego Wrocławia, znając sposoby na dojazd, rozklad godzin szczytu, itp. można nawet w ok. godzinę jazdy z Lubina dotrzeć do klienta. Jest blisko do okolicznych stref ekonomicznych, itp. Macie autostradę - przy mniejszym ruchu można być w 1,5 w Niemczech!, 2h-2,30h w Dreźnie (Dresden) które jest prężnym ośrodkiem (nie mówię już o innych polskich miastach), ja sam chętnie korzystam z Flughafen Dresden.

można naprawdę jeszcze popunktować!

JA WIERZĘ W LUBIN! Widzę szansę która jest w Lubinie i miastach zagłębia, dobrze się tu czuję i powodzi mi się coraz lepiej - własnie w tej naszej "wiosce" z dziurą zamiast rynku

Pozdrawiam

Mnie się zdarza podróżować i lubię to bardzo. Ostatnio byłem we Włoszech przez dwa tygodnie. Zorganizowany wyjazd, bo nie miałem ochoty na przygody: chciałem mieć z głowy martwienie się o spanie, podróż, zwiedzanie itp. Chciałem odpocząć maksymalnie. Opcja 7 dni zwiedzania i 7 dni wypoczynku była jak znalazł. I chciałbym z niej w przyszłości skorzystać ponownie. Planuję jeszcze północne Włochy ze szczególnym uwzględnieniem Toskanii (południe i Sycylię już mam za sobą). Zakochałem się w tym kraju. Nie wiem, czy to norma, ale im biedniejszy region tym większa życzliwość i otwartość tego narodu. I nie taka sztuczna, "wycelowana" w turystę jak w Egipcie, czy Tunezji. Ale szczera. Pamiętam dziadka, z którym na migi się porozumiewaliśmy, gdzie jest najbliższa trattoria (Włosi na południu ni w ząb angielskiego nie znają). Po tym jak wskazał nam drogę, to na odchodne zaciągnął nas do swojego ogródka i zerwał nam ogromniaste pomarańcze i wyściskał. Myślałem: wariat, czy co? Ale to akurat okazał się nieodosobniony przypadek

W ramach jeszcze zwiedzania wybraliśmy sobie opcję bez obiado-kolacji w hotelu. W sumie za namową pani w biurze podróży, która powiedziała, że na obieździe żarcie w hotelach jest ustandaryzowane i nie będzie nam dane spróbować lokalnych specjałów. To wyzwoliło w nas instynkt "przygody". I po powrocie do kolejnego hotelu, kiedy inni szli na kolację, my ruszaliśmy w miasto. Dzięki temu, codziennie przez 7 dni próbowaliśmy innego włoskiego specjału z tamtejszej kuchni. Nie dość, że różnorodnie i bogato i obficie, to jeszcze taniej niż w hotelu. Po powrocie z Rzymu zastał nas deszcze w dolince, w której się zatrzymaliśmy. Do miasta nam się nie chciało iść więc kupiliśmy posiłek w hotelu. Wyniósł nas 30 euro za jakiś makaron z sosem pomidorowym i mięsem. Rzeczywiście, nic specjalnejgo. Za 30 euro z jakiejś przytulnej trattorii wytaczaliśmy się najedzeni i uraczeni jakimś lokalnym winkiem. Na przyszłość też tak planujemy spędzać wakacje. W sposób zorganizowany, ale i na własną rękę jednocześnie. Potem 7 dni leżenia na plaży w zasięgu jakiegoś baru Po 3 dniach winnego rauszu miałem dość i 4 dzień oczyszczałem organizm wodą

We Włoszech południowych się zakochałem. Bieda jak na naszej ścianie wschodniej a przy tym zapierające dech w piersiach piękno: Costiera Amalfitana - najpiękniejsza trasa widokowa w Europie, Neapol, limoncello z cytryn hodowanych na zboczu Wezuwiusza - mam w domu jeszcze jedną butelkę, na specjalną okazję. W zasadzie żałowałem tylko, że pojechaliśmy do San Giovanni Rotondo (czysto religijny aspekt tego wyjazdu, ale nie dało się go wyminąć). Ale klasztor benedyktynów na Monte Cassino powalił mnie swoją urodą. Rzym jakoś mnie nie wzruszył. Nie tak, jak Neapol, po którym niebezpiecznie jest chodzić, poza centrum miasta. A na granicy z portem (opisywanym przez Roberto Saviano), gdzie znajduje się jedna z najstarszych neapolitańskich pizzerii, lepiej nie wyściubiać nosa za zakręt ulicy. Ech... Kiedy o tym pisze to mnie ściska z żalu, że tam mnie nie ma. Ani Niemcy, ani czeska Praga, ani kawałek Ukrainy mnie tak nie rozkochały w sobie.

W planach mam zwiedzenie całej "klasycznej" Europy (północne Włochy, Hiszpania, Portugalia, Wyspy, Francja) a potem mogę umierać. Kraje orientalne mnie nie pociągają w ogóle. Do Egiptu, Turcji, czy Tunezji wybrałbym się, gdyby mi ktoś za to dużo zapłacił Ruszyłbym chętnie na podróż po USA.

Ostatnio znalazłem opcję na wynajem fajnej willi "rzymskiej" pod Sieną. Jeszcze rok temu 14 dni w sercu Toskanii kosztowałyby 1000 zł od osoby (przy 8 osobach). Dziś już znacznie drożej. Kurs euro na razie skutecznie mnie hamuje przed wyjazdem za granicę. Więc te wakacje pewnie spędzę "lokalnie".

Na pewno samotne, niezorganizowane podróżowanie nie jest dla mnie. Nie lubię "dreszczyku" związanego z niewiedzą, gdzie będę spał, co będę jadł, czym będę podróżował. Jeste mieszczańsko wygodny. I dobrze mi z tym.

'RZECZPOSPOLITA' PLUS MINUS - Z BOKU
Trochę Reagana, trochę Erharda - Stefan Bratkowski
Czy można liczyć na trochę Reagana w Polsce?
Nie słyszę ni słowa o tym, co która partia chciałaby zrobić poza uzyskaniem władzy. Więc ja dziś o niejakim Ronaldzie Reaganie, byłym aktorze i działaczu aktorskich związków zawodowych, nawet nie profesorze kardiochirurgii. Otóż zamówił on u fachowców plan, jak pobudzić budownictwo mieszkaniowe. Nie pytał, czy plan taki przykleić do neoliberalizmu Lippmana, do monetaryzmu Friedmana czy do wyklętego keynesizmu. Zamówił - i uruchomił. Przy użyciu federalnych środków finansowych poprzez słynną Fannie Mae, federalną ogólnokrajową korporację kredytów hipotecznych, która udziela długoterminowych kredytów budowlanych, zabezpieczonych hipotecznie. Nasi korespondenci w Ameryce milczą o niej; unikają tematów niesłusznych. Wiedzę o niej przywiozła za rządu Suchockiej ówczesna wiceminister budownictwa Irena Herbst.
Uważałem boom reaganowski lat 80. za boom elektroniki. I tak mówi o nim literatura światowa, ponieważ sama już Fannie Mae pachnie wstydliwym keynesowskim pobudzaniem koniunktury. Jednakże wielki wzrost zatrudnienia i dzięki niemu skok popytu w Ameryce Reagana to przede wszystkim budownictwo. Praca jednego murarza to praca sześciu osób poza budownictwem. Bo i praca projektantów, i produkcja przemysłu materiałów budowlanych, i produkcja dla robót wykończeniowych, i dla wyposażenia mieszkań. Przy skali Ameryki - miliony stanowisk roboczych. A już powojenna odbudowa Niemiec i Francji zapewniła tym krajom, z pomocą kredytową Ameryki, długotrwałą prosperity; Ludwig Erhard zamroził ceny gruntów pod budownictwo mieszkaniowe, kredytom bankowym dla budownictwa, minimalnie oprocentowanym, udzielił gwarancji państwowych.
Podejrzewam, że nasze partie - jak i dawniej bywało - nie rozmawiają z fachowcami; ba, nawet ich nie znają. Znają swoich konkurentów do władzy, nawet spadochroniarza Tymińskiego, bo wszystko zamyka się w kręgu "klasy politycznej"; ta zaś wyobcowuje się z własnego społeczeństwa (czemu zapobiegają jednomandatowe okręgi wyborcze) i robi, co może, aby mu zaszczepić obowiązek wzajemnych nienawiści politycznych. Nie będzie więc rozmawiać o tym, co warto zrobić razem.
Czy można liczyć na trochę Reagana w Polsce? W Polsce już chyba nie ma więcej ludzi, których byłoby staćna zbudowanie własnego domu czy mieszkania; w nowych apartamentowcach straszą pustkami dziesiątki lokali. A jednak brakuje nam kilku milionów mieszkań - mieszkań do wynajęcia, czynszowych. Właśnie takich. Żeby młodzi ludzie nie byli przypisani do miejsca zamieszkania raz na zawsze i mogli je zmieniać dla atrakcyjniejszej pracy. Żeby nie musieli czekać z rodzeniem dzieci do czterdziestki, kiedy uzbierają na własne mieszkanie. I to znów nie żadne "pomysły", to projekty fachowców, piszę o nich od 15 lat; rząd Suchockiej nie doczekał szansy dyskusji nad takim planem, bo zwolennicy ten swój własny rząd obalili. Banki takich planów nie podejmą; fachowców też nie znają.
Budowę domu - uzyskawszy długoterminowy, nawet 20-letni, kredyt hipoteczny - spłacałby deweloper, czyli przedsiębiorca lub miasto z pobieranych czynszów (wypłacalnych klientów do wynajmu organizując sobie z góry we wspólnoty lub spółdzielnie). Tylko że na to trzeba by zaraz planów rozwoju przestrzennego, by wyznaczyć, już teraz, szlaki autostrad i kolei. Żeby, zniósłszy biurokratyczne bariery, wiedzieć, gdzie budować. I nie tylko z pomocy unijnej. Nie tylko z dostępnych, tanich, amerykańskich czy kanadyjskich długoterminowych kredytów, zabezpieczonych hipotecznie. Są do uruchomienia i własne środki. Znam (bardzo blisko) fachowca, który założył fundację na rzecz odbudowy kredytu hipotecznego; są w moim posiadaniu statuty dawnych miejskich towarzystw kredytowych o kapitalnym dorobku; można takie szybko pozakładać i dzisiaj.
Te wizje roztaczam ot tak, przez przekorę. Nikt niczego konkretnego nie obiecuje. Przed nami wściekłe walki o słuszniejszą przeszłość i gorączka partyjnych przepychanek. Odkładana latami koniunktura nie ma szans. A nie można by jeszcze przed zimą chociaż tych dróg i szlaków kolejowych wytyczyć...? I przywrócić przedwojenne zasady wykupu gruntów? Eee tam... - jak powiadał bohater Mrożka.

Mąż pracujący za granicą napisał do żony:
Kochanie,
Nie mogę wysłać ci wypłaty w tym miesiącu, więc przesyłam 100 całusów.

Jesteś moim skarbem.
Twój mąż,
Maniek

Jego żona odpowiedziała...
Mój najukochańszy,

Dziękuję za 100 całusów, poniżej jest lista kosztów...
1. Mleczarz zgodził się dostarczać mleko przez miesiąc za 2 całusy.
2. Elektryk zgodził się dopiero po 7 całusach..
3. Właściciel wynajmowanego przez nas mieszkania przychodzi
codziennie po 2 lub 3 całusy w zamian za koszt wynajmu.
4. Właściciel sklepu nie zgodził się na wyłącznie całusy, więc
dałam mu jeszcze inne rzeczy............
5. Inne wydatki - 40 całusów.
Nie martw się o mnie, Mam jeszcze 35 całusów i mam nadzieję, że to
mi wystarczy do końca miesiąca. A jak zabraknie to mam przeciez
jeszcze zupelnie niezla dupe w zanadrzu
Daj proszę znać jak mam planowac nastepny miesiac!!!

Twoja najdroższa,
żona
Zocha

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Znudzony brakiem rozrywki władca Chin, postanowił się rozerwać i
wypowiedzieć komuś wojnę, więc dzwoni do prezydenta USA i mówi:
- Słuchaj stary, chcę ci w imieniu wielkich Chin wypowiedzieć wojnę!
Prezydent mając na względzie trwające działania wojenne w Iraku i
Afganistanie, dyplomatycznie odpowiada;
- Wiesz co? Nasze dwa wielkie narody nie powinny ze sobą walczyć,
prowadzimy
wiele interesów, więc chyba to nie jest dobry pomysł.
Władca Chin zasmucił się, ale dzwoni z tą samą ofertą do Rosjan. Putin
znając siłę Chin jednak też odmawia, przypominając braterskie stosunki
jakie
łączą te dwa kraje. Wojowniczy boss kraju środka nie rezygnuje jednak i
dzwoni kolejno do Francji, Angli, Niemiec, jednak wszyscy prezydenci
stanowczo mu odmawiają. Wtedy gość wpada na genialny
pomysł:
- Zadzwonię do Polski, to wojowniczy naród, zawsze walczący, mają wielkie
doświadczenie w tej dziedzinie, tak Polska nie odmówi, jestem tego
pewien.
Bierze telefon i dzwoni do polskiego Prezydenta, z propozycją wojny.
Prezydent wysłuchał go dokładnie i zadaje pytanie;
- Słuchaj mistrzu, a powiedz Ty mi, ilu was tam jest w tych Chinach??
- Półtora miliarda - pada radosna odpowiedź i w tym momencie następuje
dłuższa chwila ciszy. Zniecierpliwiony wódz chińczyków pyta:
- I co, przestraszyłeś się???
- Nie - odpowiada Prezydent - tylko się zastanawiam, gdzie my was
k**** pochowamy...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Idzie pogrzeb. Tragarze niosą trumnę przekręconą na bok.
- Kogo chowają? - pyta przechodzień.
- Teściową - odpowiada jeden z żałobników.
- A czemu trumnę niesiecie bokiem?
- Bo jak ją przekręcić na plecy, to zaczyna chrapać.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pogrzeb - wdowa chowa swego męża. Grabarz pyta:
- Ile lat miał mąż?
- 98.
- A pani ile ma?
- 97.
- To opłaca się pani wracać do domu?

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Idzie sobie chodnikiem małżeństwo. Kobieta mówi do mężczyzny:
- Kochanie, boli mnie nosek.
Mężczyzna buzi buzi po nosku. Kobieta mówi:
- Dziękuję kochanie, już przeszło.
Potem kobieta mówi:
- Kochanie, boli mnie szyja.
Mąż buzi buzi po szyi, kobieta mówi:
- Dziękuję kochanie, już przeszło.
Po chwili kobieta znowu mówi do męża:
- Mój kochanie, bolą mnie usta.
Mąż buzi buzi po ustach. Żona mówi do niego:
- Dziękuję kochanie, już nie boli.
Nagle pijak siedzący na ławce w parku podchodzi do mężczyzny i pyta:
- Panie, a hemoroidy pan leczysz?

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pewien facet przeczytał książkę o asertywności i postanowił ją wypróbować
na
żonie. Nie wrócił jak zazwyczaj zaraz po pracy do domu, tylko poszedł z
kumplami na piwo. Ok. 19.00 puka do drzwi, żona mu otwiera a on:
- Słuchaj, skończyło się babci sranie! JA jestem w tym domu panem!
JA mówię, a ty słuchasz, jasne? Zaraz biegusiem podasz mi kapciuszki,
obiadek, potem zimne schłodzone piwko, i nie obchodzi mnie skąd je
weźmiesz,
potem się zdrzemnę a wieczorem napuścisz mi wody do wanny. No, i nie
muszę
chyba mówić, kto mnie po kąpieli ubierze i uczesze? No???!!! Kto?
- Zakład pogrzebowy, sk...nu!

Autoliv w Oleśnicy

Mamy w mieście nowego inwestora - firma Autoliv przenosi swoją produkcję z Długołęki do Oleśnicy

Potwierdziły się podane przez nas przed miesiącem informacje, że w Oleśnicy pojawi się nowy

inwestor z branży motoryzacyjnej.

- Podpisaliśmy z firmą Autoliv umowę na wynajem hali w Oleśnicy - powiedział Panoramie Jerzy Sakowski, który wespół z żoną Heleną jest jej właścicielem.

Negocjacje z partnerem zagranicznym trwały pół roku.
Hala powstała w 2000 roku i jest położona pomiędzy siedzibą dawnej fabryki obuwia na Fabrycznej a halą po włoskiej firmie Mr Soffty Company. Została postawiona w 2000 roku. Dotychczas znajdowała się tam produkcja Jersy. - Czasowo przenieśliśmy i produkcję, i sklep firmowy na ulicę Moniuszki - mówi J. Sakowski. - Będziemy na pewno stawiali gdzieś nowy obiekt - dodaje.
Międzynarodowa (wywodząca się ze Szwecji) Grupa Autoliv to

jeden z największych na świecie

producentów systemów bezpieczeństwa - pasów bezpieczeństwa oraz poduszek powietrznych. Prowadzi też badania nad nowymi rozwiązaniami i technologiami w dziedzinie bezpieczeństwa motoryzacyjnego. Koncern ma 80 zakładów zlokalizowanych w 30 krajach. Zatrudnia około 40 tys. osób. Przychody ze sprzedaży w 2004 r. wyniosły 6,1 mld USD. Firma jest notowana na giełdach nowojorskiej i szwedzkiej. Odbiorcami są największe koncerny samochodowe działające w Europie, Ameryce i Azji, takie jak: BMW, Ford, Land-Rover, Mazda, Mitsubishi, Opel, Mercedes, Porsche. Autoliv w swojej ofercie ma poduszki powietrzne, pasy bezpieczeństwa, systemy elektroniczne, foteliki samochodowe dla dzieci, fotele samochodowe zapobiegające uszkodzeniom kręgów szyjnych podczas wypadku i kierownice.
Olbrzymia konkurencja
na rynku motoryzacyjnym sprawiła, że oferta producentów oprócz zadowalającej jakości musi być coraz bardziej atrakcyjna cenowo. Dlatego światowe koncerny, jak m.in. Autoliv Inc., w ostatnich latach rozpoczęły proces przenoszenia produkcji m.in. z Wielkiej Brytanii i Niemiec właśnie do Polski, czy ze Szwecji do Estonii, szukając tym samym możliwości obniżenia kosztów wytwarzania. W taki właśnie sposób została powołana do życia w 1998 roku spółka Autoliv Poland. Firma miała w Polsce wskazanych 5 miejsc na lokalizację fabryki. W końcowym etapie zostały już podwrocławskie Bielany i Oława. Ostatecznie wybrano Oławę, bo tu zaproponowano firmie lepsze warunki. Docelowo w oławskim zakładzie miało pracować około 500 osób przy poduszkach i około 100 przy pasach. Miało tu powstawać do 3 mln airbagów rocznie i 2 mln pasów. Rozwój firmy był jednak dynamiczniejszy. Obecnie w oławskiej fabryce poduszek zatrudnionych jest 1.700 osób, a produkcja sięga 17 mln poduszek w skali roku. Kilka lat temu powstała też odrębna fabryka pasów w Jelczu-Laskowicach, gdzie pracuje 500 osób, produkujących rocznie 15 mln pasów i podzespołów. Wreszcie w 2005 roku uruchomiono trzeci w Polsce zakład produkcyjny. Został on zlokalizowany w Długołęce.
I właśnie do końca tego roku istniejąca produkcja firmy Autoliv z Długołęki

zostanie przeniesiona

do Oleśnicy. - Oleśnica była brana pod uwagę jako jedno z potencjalnych miejsc dla naszego zakładu produkcyjnego ze względu na bliskość do naszych zakładów w Oławie, Jelczu Laskowicach i Długołęce - powiedział Panoramie Rafał Łysak, dyrektor produkcji Autoliv Oddział Długołęka. - Zależało nam również na odpowiednim budynku, w którym możemy realizować większe plany produkcyjne.
Dyrektor nie mógł w rozmowie z Panoramą potwierdzić, czy zakład w Długołęce zostanie całkowicie zlikwidowany. - Toczą się w tej sprawie rozmowy na poziomie grupy - mówi R. Łysak.
Zakład w Oleśnicy będzie jednym z oddziałów koncernu. Będzie tu odbywała się produkcja i montaż zwijaczy do pasów bezpieczeństwa dla przemysłu motoryzacyjnego. - Nasza firma w Oleśnicy będzie zatrudniać około 200 osób - mówi dyrektor R. Łysak.
Można chyba jednak spodziewać się większego zatrudnienia, bo nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w firmie mówi się nawet o 350 pracownikach w Oleśnicy. Kto może znaleźć tu pracę? - Będziemy poszukiwać głównie operatorów maszyn, ale pracę mogą znaleźć u nas także magazynierzy, kontrolerzy inspekcyjni oraz mechanicy. Około 90% zatrudnionych osób w firmie stanowią kobiety, 10% to mężczyźni - mówi dyrektor produkcji.
Ile można tu zarobić? - Płace w firmie Autoliv kształtują się na rynkowym, konkurencyjnym poziomie - odpowiada dyplomatycznie nasz rozmówca.
Wiadomo, że w Oławie Autoliv mocno wrósł w lokalną społeczność. Firma m.in. kupiła mammograf dla miejscowego szpitala, wspiera też w różny sposób tę placówkę, pomaga domowi dziecka i jednemu ze stowarzyszeń, wspomaga sport młodzieżowy i jest głównym sponsorem piłkarzy IV-ligowego Miejskiego Klubu Sportowego, który występuje z Autolivem w nazwie.

Panorama Oleśnicka

Dreamka ja sadze, że Trivago to miedzynarodowa spoecznośc ale to jest polska platforma i definicje ustalone w niemczech sa wazne, wiążace i podstawowe. Powinny byc wyjściem dla wszystkich platform. Jezli ktoś na gorze zdecydował ze tu obowiązuje pisanie wszystich treści po polsku to napewno znaczy ......ze jest dla podroznych polskojęzycznych, a wiec w 90% dla polskiego turysty. To on ma rozumiec i prawidlowo odbierac informacje o obiekcie hotelowym czy turystycznym. I tu rotx ma racje. Mysle ze powinnas bardziej na to patrzec z punktu widzenia polskiego turysty a nie międzynarodowego. Dlatego własnie ciągle nas nie rozumiesz. .


Droga Zyto, to że na polskiej platformie dodane przez nas hotele widoczne są po polsku to nie znaczy, że na innych platformach one są widoczne po polsku.
Trivago to taki czarodziej, że potrafi zmieniać języki w zależności od tego z jakiej platformy tu weszłaś.

Popatrz! Dodałaś ten hotel w języku polskim:



Na angielskiej platformie widać go tak:



A na niemieckiej tak:



Czy teraz widzisz jak ważne jest ujednolicenie zasad? Jak ważne jest, żeby się do nich ściśle stosować? I nie myśleć, że się dodaje dla polskich turystów, ale dla turystów z całego świata.
Coraz więcej zagranicznych turystów przyjeżdża do Polski i oni też szukają hoteli na trivago.
I chodzi o to, żeby dodawane przez nas informacje o hotelach były prawdziwe i dla nich zrozumiałe.

- Polak widzi - "Faktura dla firm"
- Anglik widzi - "Billing to Corporate Account"
- Niemiec widzi - "Rechnung an Firma
- każda platforma widzi to w swoim języku, chociaż ty dodałaś hotel po polsku.

Dlatego tak ważne jest, żeby zawsze nazwę w języku polskim dopasować jak najdokładniej do definicji. Naprawdę nie trzeba sobie tłumaczyć co to jest w Polsce faktura i do tego się stosować, tylko do definicji, która obowiązuje znaleźć najlepsze polskie określenie. Bo hotel dodany przez ciebie nie jest tylko dla Polaków, ale dla międzynarodowej społeczności.

Tutaj też widać wyraźnie drugi błąd, który popełniamy, dlatego, że mamy złą polską nazwę.

Dom wczasowy / apartamenty

Co mówi definicja trivago?

"Jest to indywidualny apartament (mieszkanie) lub dom wynajmowany na wakacje. Często takie mieszkania, domy są przeznaczone na wynajem przez właściciela lub pośrednika jakim może być np.związek właścicieli.
W tym rodzaju zakwaterowania czujesz się "jak u siebie w domu" i wynajmuje się go jako całość (pokoje, kuchnię, ogród itp)."

Powiedzcie, czy do tej definicji pasuje nazwa? Nie!
Jednak dyskusja na temat tej zmiany utknęła w martwym punkcie. Dlaczego? Bo wy odnosicie się nadal do nazwy "dom wczasowy", a nie chcecie zrozumieć, że ta nazwa jest zła i myląca. Tutaj też najpierw trzeba przeczytać definicję, a potem dopiero dopasować do niej polską nazwę i jak najszybciej ją zmienić.

Wiele jest takich złych nazw w polskiej wersji formularza i to powoduje, że robimy błędy.

Następny zapis w polskim formularzu, który wymaga zmiany to odległości.

Jak to wygląda u nas?



a w wersji angielskiej?


Radius, czyli promień - np. kort tenisowy znajduje się w promieniu 5 km od hotelu.
U nas jest na przykład:
- 5 km oddalone co czytający odbierają, że muszą dojechać 5 km, aby znaleźć się na korcie.
Inaczej miałaby się sprawa, gdyby ten zapis mówił o promieniu -
kort tenisowy w promieniu 5 km, a kort tenisowy 5 km oddalony to całkiem inne pojęcia.

Mam nadzieję, że moje wyjaśnienie coś pomogło.
Musimy tylko zapamiętać:
Definicje są jednakowe dla wszystkich platform - my musimy do nich dopasować nazwy. I jak najszybciej je zmienić w formularzu

Wiele razy starałam się i pisałam o tym, aby zapisy, czy nazwy na formularzu były dopasowane do definicji. To naprawdę wyeliminowałoby wiele popełnianych przez nas błędów. Dlatego jest bardzo ważne jak najszybciej przeanalizować definicje i ustalić do nich prawidłowe, nie mylące naszych użytkowników nazwy i zapisy.